Tygodnik Milicki

Blisko Ciebie, blisko Twoich spraw

Milicz

Będzie nowy projekt modernizacji targowiska

Email Drukuj PDF

9 stycznia wojewoda dolnośląski stwierdził nieważność pozwolenia na modernizację targowiska w Miliczu, jakie wydało Starostwo Powiatowe na rzecz gminy Milicz. Po uprawomocnieniu się tej decyzji gmina będzie zmuszona zerwać umowę z wykonawcą prac.

Początek historii zmierzającej do podjęcia takiej decyzji przez wojewodę dolnośląskiego miał miejsce 14 listopada. Wówczas starosta milicki Piotr Lech wystąpił do wojewody o dokonanie oceny prawidłowości wydanego przez siebie pozwolenia na budowę dla gminy Milicz. Przypomnijmy, że starostwo wydało to pozwolenie, mimo że projekt modernizacji był niezgodny z Miejscowym Planem Zagospodarowania Przestrzennego. 9 stycznia wojewoda wydał decyzję, która stwierdza nieważność pozwolenia.
Jak poinformował nas Przemysław Linda, kierownik Wydziału Zarządzania Rozwojem Urzędu Miejskiego w Miliczu, po uprawomocnieniu się decyzji wojewody zerwana zostanie umowa z wykonawcą prac, czyli firmą Budownictwo Ogólne i Przemysłowe Rafała Zielińskiego z Obornik Śląskich. To z kolei poskutkuje karami umownymi, jakie urząd będzie musiał ponieść.
Jednocześnie projektant, który wykonał projekt modernizacji targu niezgodny z Miejscowym Planem Zagospodarowania Przestrzennego, przygotuje nowy – tym razem zgodny z tym planem. Jak się bowiem okazuje, finansowanie tego zadania nie jest zagrożone. – Instytucja finansująca chce, abyśmy kontynuowali prace. Jeżeli projekt modernizacji zostanie zmieniony, to zmieni się jednak wysokość dofinansowania z programu „Mój Rynek” – wyjaśnia kierownik Linda, podkreślając, że zakres prac na targu i nowy projekt uzależnione są także od informacji z nadzoru budowlanego, który ma stwierdzić, czy istniejące na targowisku budowle są postawione legalnie.
Nowy projekt modernizacji zgodnie z zaleceniami Urzędu Marszałkowskiego także będzie przewidywał przeznaczenie połowy miejsc na handel produktami rolno-spożywczymi. Teren targowiska najprawdopodobniej zmniejszy się jednak o około 30%. Powodem tego jest plan zagospodarowania przestrzennego, który zakłada, że część placu powinien być przeznaczony na garaże z funkcją parkingu.

O referendum

Email Drukuj PDF

W poniedziałek 14 stycznia Milicz obudził się w nowej poreferendalnej rzeczywistości. Referendum okazało się nieskutecznym narzędziem Rady Miejskiej do odwołania burmistrza Pawła Wybierały. Do urn wyborczych poszło zaledwie 18,59% mieszkańców, co oznacza, że w obozie przeciwników Wybierały zapanowała żałoba.

W niedzielę 13 stycznia do urn wyborczych poszło 3624 mieszkańców z 19 497 uprawnionych do głosowania. Tymczasem, aby było ono ważne, w lokalach wyborczych musiało się pojawić co najmniej 5507 wyborców. Rezultat wyników głosowania pokazuje, że do referendum poszli głównie mieszkańcy przeciwni burmistrzowi i chcący jego odwołania – 3238 głosów. Te liczby są teraz różnie interpretowane, często w sposób zupełnie absurdalny, nie ulega jednak żadnej wątpliwości fakt, że mieszkańcy gminy Milicz w ogromnej większości referendum zignorowali i że wśród nich jest z pewnością duża grupa zwolenników Wybierały.
Obok 11 radnych – inicjatorów referendum – oficjalnie przeciwko burmistrzowi w kampanii referendalnej stanęła milicka Platforma Obywatelska i PSL. Zarówno te partie, jak i sami radni z pomocą płatnych ogłoszeń w prywatnej gazecie oraz ulotek i plakatów na słupach (bezimiennych i niepodpisanych) namawiali mieszkańców do pójścia na referendum i zagłosowania za odwołaniem burmistrza. Hasła zawarte w ulotkach burmistrz uznał za kłamliwe i zaskarżył do sądu, który nie zdołał sprawy rozstrzygnąć w 24-godzinnym trybie referendalnym i w związku z tym umorzył ją – już po referendum. Ulotki były rozdawane w miejscach publicznych, m.in. na milickim targu, a także dostarczane do domów przez listonoszy. Do naszej redakcji dotarły też sygnały o innych formach kampanii, które miały miejsce np. w MSPDiON-ie, gdzie podczas zebrań i w trakcie indywidualnych rozmów w zaciszu gabinetu pracowników instruowano, że mają pójść na referendum. Podobne rozmowy, bardziej i mniej prywatne, miały miejsce w jednostkach podległych powiatowi. Znamy też przypadek jednego z radnych, który w celu agitacji udał się do jednego z proboszczów, próbując namawiać go, by ten ogłosił jakiś apel nawołujący do pójścia na referendum. Ostatecznie radny został jednak wyrzucony za drzwi. Dość ciekawy i zabawny incydent z punktu widzenia naszej gazety związany jest z wiceprzewodniczącym rady Piotrem Czajkowskim, który w osobliwy sposób domagał się sprostowania od dziennikarzy wrocławskich „Faktów”, gdzie 9 stycznia został wyemitowany materiał o milickim referendum. Podano tam informację, że będzie ono kosztować 100 tys. zł, i właśnie o jej sprostowanie drogą e-mailową poprosił radny. Do e-maila dołączył też list otwarty do sołtysów gminy Milicz, nazwiska starych i nowych radnych, po czym wysłał to wszystko zarówno do TVP Wrocław, jak i sołtysów, a następnie przyniósł wydruk wysłanej korespondencji do naszej redakcji, położył na biurku jednego z dziennikarzy ze słowami: „Przyniosłem, żeby nie było” i wyszedł. Tymczasem z ostatniego wydania „Głosu Milicza” dowiedzieliśmy się, że radny Piotr Czajkowski bezskutecznie usiłował w „Tygodniku” opublikować… list. Były też jednak mniej zabawne akcenty kampanii, jak chociażby skuteczna odmowa publikacji w „Głosie Milicza” apelu 36 sołtysów, który zgodnie z argumentami redaktor naczelnej tej gazety przemocą i naciskiem nawoływał do powstrzymania się od głosowania w referendum. Naczelna chyba rzeczywiście tak potraktowała ten apel, skoro powołała się przy tym na 250 p. kk. Już po referendum, idąc prawdopodobnie nadal drogą niezłomnego tropienia „rzeczy niesłychanych”, redakcja „Głosu Milicza” „zidentyfikowała” autorów kilku zdjęć wykorzystanych w ogłoszeniu płatnym, które znalazło się na naszych łamach, a także bezbłędnie „wychwyciła” dwóch naszych dziennikarzy, którzy zgłosili się, bo mieli takie prawo, do pracy w obwodowych komisjach ds. referendum. Dowiedzieliśmy się również, że jako gazeta prowadziliśmy swoistą kampanię referendalną z sugestią w tle i że być może to także przez nas referendum radnym nie wyszło. Czyżby redakcja „Głosu Milicza”, na łamach którego sprawy dotyczące burmistrza, referendum i naszej gazety zyskały już dawno temu miano tematów pierwszostronnicowych, powoli przestawała wierzyć w siłę swego pola rażenia?
Małgorzata Czapczyńska


Burmistrz Paweł Wybierała o wyniku referendum

Ogromna większość mieszkańców odmówiła udziału w referendum. Wynik jasno więc pokazuje, że była to polityczna inicjatywa koalicji PO-PSL i kilku radnych, a nie wyborców. Oczywiście z pełnym szacunkiem podchodzę również do osób, które głosowały za moim odwołaniem. Swoją pracą nadal będą próbował ich przekonać do swoich działań i decyzji. Analizując wynik dziś, więc jeszcze trochę na gorąco, trzeba jednak zauważyć, że za moim odejściem opowiedziało się o 1 tys. osób mniej, niż trzy lata temu w wyborach na burmistrza wyniosło poparcie dla wszystkich innych kandydatów niż ja.
Nie wiem, czy po 13 stycznia nastąpi jakaś zasadnicza zmiana w milickim samorządzie. Chciałbym i myślę, że mam prawo oczekiwać od radnych pogodzenia się z wynikiem i uznania, że zostałem wybrany w demokratycznych wyborach, zdecydowana większość mieszkańców nie chce bowiem mojego odwołania i tym samym mam przyzwolenie najwyższej władzy w gminie – obywateli – na realizację programu wyborczego, który w 2010 roku poparła ponad połowa wyborców.
Osobną sprawą jest skrajnie tendencyjne zachowanie „Głosu Milicza” i jego red. naczelnej Jolanty Sławenty, która nie próbowała się kryć ze swoimi sympatiami, posuwając się nawet do odmówienia prawa do wypowiedzi w swojej gazecie osobom i ugrupowaniom inaczej myślącym. To jasno pokazuje, czym grozi monopol informacyjny.
Teraz dajmy wszystkim ochłonąć, zastanowić się nad tym, co się stało, i wyciągnąć wnioski. Niepokoi mnie trochę zachowanie niektórych radnych, którzy już dziś, gdy jeszcze nie ostygły armaty wytoczone przez nich w kampanii referendalnej, próbują podgrzewać atmosferę, ale mam nadzieję na ostygnięcie emocji.
Panie i Panowie, dajmy ludziom trochę spokoju. Chcieliście referendum, odbyło się. Teraz do pracy. 


Katarzyna Makowiecka, sołtys Sułowa
Cała sytuacja związana z tematem referendum pozostawiła u mnie jakiś niesmak. Zarówno kampania referendalna, jak i sytuacja po referendum wpływają moim zdaniem negatywnie na to, co się dzieje w naszej gminie. „Walka” o frekwencję odbiła się osobiście na mojej osobie – ponieważ jako jedna z 36 sołtysów podpisałam się pod apelem (uczyniłam to w zgodzie z własną opinią i swoim sumieniem, gdyż od samego początku byłam przeciwna referendum), zostałam publicznie obrażona na forum internetowym „Głosu Milicza” (moim zdaniem redakcja głosu i administrator strony powinni z większą uwagą śledzić, to co się dzieje na forach, gdyż niektóre wypowiedzi to ciosy poniżej pasa), ale także podczas mojej pracy w komisji 13 stycznia. Na temat odmowy wydrukowania apelu sołtysów w „Głosie” powiem tylko tyle, że była to decyzja redaktor naczelnej podparta przez nią jakimś punktem z Kodeksu karnego, który zabrania przemocą powstrzymywania od głosowania.  U nas sytuacja była wyjątkowa, gdyż referendum nie wynikało z demokratycznych praw mieszkańców do jego ogłoszenia, ale odbyło się na skutek decyzji 11 radnych. Żaden z 36 sołtysów nie wystąpił przeciwko prawom wyborczym swoich mieszkańców, a tylko wyraził swoje zdanie na ten temat.
Sam wynik referendum mnie osobiście uspokoił. W Sułowie mamy namacalne dowody na to, że burmistrz spełnia swoje wyborcze obietnice – wybudowano nam nowy orlik przy szkole, powstał punkt przedszkolny w Domu Kultury, rozpoczęto budowę parku rekreacyjnego, nowej remizy strażackiej, no i w końcu ruszyła sprawa ośrodków wypoczynkowych „Kempingi”. Podczas najbliższych wyborów do Rady Miejskiej mieliśmy także szansę na dwa mandaty z samego Sułowa. Niestety, Rada Miejska, w tym radni z naszego terenu, odrzucili ten pomysł i u nas będzie tylko jeden mandat. Więc komu tak naprawdę zależy na dobru wsi?

Zygmunt Łoziński, sołtys Nowego Zamku
Ludzie mają dosyć potyczek i zaangażowania radnych głównie we własne interesy. Dali temu dobitny wyraz w trakcie referendum. Mnie w ostatnich dniach zbulwersowało dodatkowo inne wydarzenie, a mianowicie niespodziewana obecność 15 stycznia na zebraniu wiejskim w Nowym Zamku dwóch radnych Rady Miejskiej – panów Stefana Hołobyna i Piotra Czajkowskiego. Byłem bardzo zaskoczony tą wizytą, tym bardziej że zebranie dotyczyłojedynie mieszkańców mojej wsi i mieliśmy na nim przyjąć uchwałę odnośnie porozumienia z gminą, w ramach którego nasze sołectwo otrzymuje środki finansowe. Moja miejscowość jest bowiem jedną z tych, które zdecydowały się na przyjęcie nowego statutu i szerszego zakresu zadań. Tymczasem pan Hołobyn już na początku zebrania zaznaczył, że jest w tym samym okręgu wyborczym, i obiecywał mieszkańcom gruszki na wierzbie, a następnie stwierdził, że Rada Miejska nie wyraziła zgody na nowe statuty sołectw, więc burmistrz nie miał prawa zawierać porozumień z sołectwami. W jego opinii to Rada jest ważna, nie burmistrz. Zapowiedział też, że jako przewodniczący komisji rewizyjnej będzie przeprowadzać kontrole sołectw pod względem wydatków, co zabrzmiało jak groźba. Zupełnie nie rozumiem, po co Hołobyn to robi. Czy to miała być już kampania wyborcza? Ci ludzie naprawdę zupełnie zagubili sens i sedno bycia radnymi.

Andrzej Kątnik, sołtys Godnowej
Niezrozumiała dla mnie jest odmowa publikacji przez redakcję „Głosu Milicza” apelu sołtysów popierających dotychczasowe działania burmistrza. Apel nasz miał być opublikowany przed referendum w formie ogłoszenia płatnego. Tymczasem inne listy czy ogłoszenia ugrupowań politycznych czy prywatnych osób były zamieszczane. W naszej grupie znalazła się też odezwa milickiego PIS-u, któremu również odmówiono publikacji. Jeśli chodzi o kampanię przedreferendalną, jednym z zarzutów przedstawionych przez inicjatorów referendum był punkt mówiący o lepszym traktowaniu przez burmistrza „swoich” sołtysów. Według mnie wielce nietrafiony. Jak to się bowiem ma do 36 głosów poparcia przedstawicieli środowisk wiejskich? Natomiast jeśli chodzi o samo referendum, to myślę, że bardzo niska frekwencja była odzwierciedleniem woli wyborców.

Rozmowa z Dariuszem Stasiakiem, radnym wojewódzkim i szefem milickiego koła DŚXXI

Email Drukuj PDF

Burmistrz jest skuteczny mimo wszystko

Co pan sądzi o referendum ws. odwołania burmistrza gminy Milicz?
Niewiele jest tu do sądzenia. Radni zafundowali mieszkańcom referendum, które obraz bardziej zamazuje, niż go uczytelnia. O wiele efektywniejsze byłoby przeprowadzenie badania opinii publicznej. Mogli się złożyć na kilka tysięcy złotych i wiedzieliby, co ludzie myślą i czy pójdą do referendum. Tym niemniej radnym nie chodziło o sondaż, tylko o odwołanie burmistrza, zatem skoro burmistrz nie został odwołany, to opinię – w kategoriach: kto wygrał, a kto przegrał – postawiam każdemu z osobna.

A co z pieniędzmi, które poszły na organizację i przeprowadzenie referendum. Pojawia się wiele głosów, że teraz radni powinni je zwrócić.
Powinni, nie powinni, to są dyskusje raczej bezprzedmiotowe, bo jak ich znam, to raczej nie zwrócą. Zapewne jakaś walka o to będzie się toczyć. Myślę, że wiele ciekawszych wniosków na bazie tego, co się stało, warto formułować i analizować.

Co konkretnie ma pan na myśli?
Dla mnie najbardziej uderzającym i poruszającym zjawiskiem jest poparcie sołtysów i zapewne w jakiejś mierze sołectw, które oni reprezentują. Widać diametralną różnicę w podejściu radnych i sołtysów do szeroko pojętych spraw publicznych. Dla sołectw liczy się konkretny wymiar działań podejmowanych przez burmistrza. To, co powstaje lub ma powstać, ogniskuje ich zainteresowanie. Nie polityka rozumiana w kategoriach: kto, z kim, przeciw komu, ale właśnie to, co wspólnie możemy zrobić, by szybciej i sprawniej realizować ważne społecznie przedsięwzięcia.

Sugeruje pan, że sołtysi uniezależnili się od radnych gminy i że radni nie są już pośrednikiem między interesami sołectw i burmistrzem jako organem wykonawczym?
To jest już oczywiste i to tak naprawdę jest moim zdaniem jedyny motyw, który radnych z obszarów wsi może zmusić do współpracy z burmistrzem. To, co dzisiaj dzieje się w poszczególnych sołectwach, nie ma już wiele wspólnego z działaniami podejmowanymi przez radnych. Oni przez dwa lata nie mieli czasu na rozmowę z tymi społecznościami i zmusili niejako sołtysów do podjęcia rozmów i działań bezpośrednio z burmistrzem Wybierałą, co – tak na marginesie – daje fantastyczne efekty. Byłem latem w Rudzie Milickiej i paru innych miejscowościach i to niesamowite, jak w ciągu zaledwie dwóch lat zmieniły się przestrzenie publiczne. Boiska, place zabaw, uporządkowana zieleń – to wymierny efekt współpracy na linii burmistrz – sołectwa. W tym samym czasie radni tną budżet, likwidując w nim środki na tego rodzaju zadania. Okazuje się jednak, że to, co kiedyś powiedziałem po wyborze p. Stachowiaka a propos możliwej skuteczności burmistrza mimo obstrukcji radnych, spełnia się w przypadku Wybierały. On jest skuteczny mimo wszystko.

Jakie skutki może przynieść przegrane przez radnych referendum?
Wydaje się, że to jest pytanie fundamentalne. Moim zdaniem jesteśmy bardzo bliscy przełomu i może on się dokonać w następnych wyborach. Poprzednie wybory pokazały, że ludzie mają dosyć polityki realizowanej w imię szyldów partyjnych. Teraz widać, że spontanicznie zaczynają wytwarzać się formy nowego rodzaju uczestnictwa w życiu publicznym i niezależnie od oceny tego, ile w tym procesie zasługi burmistrza Wybierały, to ostatecznie najbardziej przyczynili się do tego radni odrzucający jakąkolwiek współpracę z sołtysami.

Co jeszcze wydarzyło się w kontekście referendum? Jak postrzega pan kampanię referendalną?
Dokonał się pewien proces związany z tzw. niezależnością „Głosu Milicza”. Szczytem absurdu i chyba jednak bardzo poważnym przysłowiowym „strzałem w stopę” było potraktowanie przez „Głos Milicza” sołtysów reprezentujących na co dzień połowę mieszkańców naszej gminy jako nic nieznaczącego przedmiotu w rozgrywce prowadzonej przez radnych i wspierającą ich koalicję PO–PSL. Stała się rzecz niewyobrażalna w tym sensie, że pani Sławenta czy – jak kto woli – redakcja tego tygodnika przekroczyła granice zdrowego rozsądku. Proszę sobie wyobrazić – połowa tej gazety to życie wsi, imprezy okolicznościowe, zaproszenia na nie od sołtysów dla redakcji, a gdy przyszło opublikować apel, w którym 36 reprezentantów swoich środowisk wyraża poparcie dla burmistrza Wybierały w konflikcie z Radą Miejską, pani Sławenta odmawia opublikowania i odpisuje sołtysom, że nawołują oni do łamania prawa. Co więcej – straszy ich Kodeksem karnym. Przyjęła linię radnych, a więc stanęła po jednej ze stron sporu, odmawiając drugiej prawa do przedstawienia swojego stanowiska. Ja, choćby z tego powodu, nie kupuję już tej gazety.

Jakie mogą być długofalowe skutki tego, o czym pan mówi?
Najlepsze z możliwych w moim przekonaniu, jeśli konkretni ludzie i środowiska pójdą za ciosem i zdecydowanie, podobnie jak sołtysi, odrzucą obawy restrykcji ze strony partyjnych i bezpartyjnych (czyli tych, którzy zawsze się do czegoś partyjnego przyklejają, jak choćby MWS) cwaniaków. Za dwa lata mamy wybory i dzisiaj te wszystkie środowiska winny rozpocząć pracę nad projektami istotnymi z ich punktu widzenia. Jeśli chcemy szybciej budować infrastrukturę miasta i wsi, rozwiązywać problemy przedsiębiorców, mieszkańców dużych osiedli i małych miejscowości, to integrujmy się właśnie wokół konkretnych celów, a nie wokół nic nieznaczących haseł i marnej jakości marketingu politycznego uprawianego przez ludzi, którzy choć gęby mają pełne frazesów, to tak naprawdę nie myślą o niczym i nikim innym jak tylko o sobie i moim zdaniem marnie rysującej się przyszłości politycznej, która póki co daje im chleb.
Dzisiaj, żeby budować zręby lepszej przyszłości dla naszych dzieci i wnuków, winniśmy tworzyć projekty poprawiające jakość życia i utwierdzające młode pokolenia w przekonaniu, że właśnie tu warto być i żyć. Wieś się wyludnia, młodzi uciekają do miast i tak długo, jak nie będzie ośrodków kultury z prawdziwego zdarzenia, przedszkoli czy nawet punktów przedszkolnych, lepszych dróg, chodników i atrakcji ściągających ludzi z zewnątrz, zostawiających tutaj swoje pieniądze, proces ten będzie trwał i się pogłębiał. Dzisiaj trzeba tworzyć wizje tego, co stanie się za lat 5 lub 10.

No tak, ale czy jest pan w stanie wskazać bardziej konkretne działania, jakie należy podjąć, aby to, o czym pan mówi, szło sprawniej?
Skoro jesteśmy przy wsi, to dla przykładu już dzisiaj można tworzyć coś na kształt kontraktów lokalnych, gdzie liderzy poszczególnych miejscowości po przeprowadzeniu dyskusji w swoich społecznościach, np. w granicach nowych okręgów wyborczych, opisują i podpisują coś na kształt zobowiązania, że będą się wspierać w realizacji przedsięwzięć ważnych dla poszczególnych miejscowości, a do wyborów do Rady Miejskiej desygnują swojego przedstawiciela, który w radzie będzie pracował na rzecz ich realizacji. Nowa ordynacja wyborcza to instrument, który może zmienić przez lata utrwalany układ w Radzie Miejskiej, a w konsekwencji rzeczywistość, w której wszyscy żyjemy. A Wybierała, którego próbowano odwołać, tak jak już kiedyś powiedziałem, może stać się liderem na kilka następnych kadencji, bo on zajmuje się pracą, której owoców po przegranej referendum nie zawłaszczy nikt inny. Bo o to tak naprawdę chodziło w tym referendum – by przerwać pracę Wybierały i zniweczyć jej efekty. Ale tego już się nie da zrobić, a oceny dokonają mieszkańcy w jedynym prawdziwym akcie demokracji, jakim jest wybór.

Rozmawiała Małgorzata Czapczyńska

Referendum przeprowadzone nielegalnie

Email Drukuj PDF

Referendum ws. odwołania burmistrza gminy Milicz Pawła Wybierały, które odbyło się w niedzielę 13 stycznia, zostało przeprowadzone z naruszeniem prawa. Okazuje się, że radni miejscy, którzy je zainicjowali, złamali procedury związane ze wskazaniem osób do komisji w sprawie referendum.

Zgodnie z ustawą o referendum lokalnym komisarz wyborczy powołuje w skład miejskiej i obwodowych komisji po równej liczbie członków wskazanych przez organ wykonawczy oraz inicjatorów referendum. W przypadku referendum o odwołanie burmistrza Pawła Wybierały, które odbyło się z inicjatywy Rady Miejskiej, to właśnie rada i burmistrz byli uprawnieni do wskazania swoich członków w komisjach. Zgodnie z prawem rada powinna zgłosić te osoby w drodze uchwały, w której dodatkowo trzeba wskazać osobę upoważnioną do jej wykonania. Mogła również ustanowić swego pełnomocnika, który byłby łącznikiem między radą a komisarzem wyborczym, chociaż pełnomocnik ten i tak nie mógłby jednoosobowo podejmować rozstrzygnięć za radę.
Tymczasem Rada Miejska nie dopełniła żadnego z tych obowiązków. Komisarz wyborczy we Wrocławiu otrzymał zgłoszenia do wskazanych komisji (cztery osoby do Miejskiej Komisji ds Referendum i po cztery osoby do 20 obwodowych komisji), podpisane przez przewodniczącego Rady Miejskiej Edmunda Bienkiewicza. Przyjął, że przewodniczący działał w tej sprawie na podstawie uchwały Rady Miejskiej, jednakże nie sprawdził, czy taka uchwała została podjęta. A jak się okazuje, takiej uchwały rada nie podjęła.
Państwowa Komisja Wyborcza, do której w tej sprawie 11 stycznia skargę skierował pełnomocnik burmistrza Cezary Kociński, orzekła, że wszystkie komisje ds. referendum zostały powołane z naruszeniem prawa.
Z uwagi jednak na fakt, że skarga wpłynęła 14 stycznia, czyli w dzień po dokonanym referendum, uchylenie postanowień komisarza wyborczego we Wrocławiu stało się bezprzedmiotowe.
Obecnie wszelkie rozstrzygnięcia w tej kwestii należą do sądu okręgowego, który jest właściwy do rozpatrzenia protestów referendalnych, jeżeli zostaną wniesione.

Wybierała zostaje

Email Drukuj PDF

Pomimo wielotygodniowej kampanii prowadzonej przez milickich radnych nie powiodła się próba odwołania burmistrza Pawła Wybierały w połowie kadencji. W niedzielnym referendum wzięło udział zaledwie 3624 z 19 497 uprawnionych do głosowania w gminie Milicz. Frekwencja wyniosła tylko 18,59%.

glosowanie-wszewilkiDo udziału w głosowaniu uprawnionych było 19 497 mieszkańców gminy Milicz. Aby referendum było ważne, głos powinno oddać co najmniej 3/5 osób głosujących podczas wyborów samorządowych w 2010 r. W wypadku gminy Milicz było to 5507 osób. Lokale wyborcze rozpoczęły swoją pracę o godzinie 7:00. Pierwsi, pojedynczy mieszkańcy zaczęli pojawiać się już od wczesnych godzin rannych, jednak najwięcej zjawiło się ich po godz. 14:00. Być może miała na to wpływ poprawa pogody. Głosowanie zgodnie z planem zakończyło się o godz. 21:00. Ostatecznie w niedzielnym referendum swój głos oddało jedynie 3624 osób, co dało frekwencję wynoszącą 18,59%.

Jak głosowali mieszkańcy

Spośród wszystkich głosów, które oddano w trakcie referendum, najwięcej – 3238 – było za odwołaniem burmistrza Pawła Wybierały z pełnionej funkcji. To pokazuje, że w głosowaniu wzięli udział przede wszystkim jego zdecydowani przeciwnicy. Nie brakowało jednak głosów przeciwko odwołaniu, których łącznie oddano 272. Wśród wszystkich kart do głosowania aż 114 zawierało głosy nieważne. Były wśród nich czyste karty albo takie, na których stawiano krzyżyki przy każdym z wariantów odpowiedzi. Co ciekawe, na wielu nieważnych głosach zamiast dwóch przecinających się linii tworzących krzyżyk stawiano „ptaszki”, które znajdowały się na ulotkach promujących referendum. Być może za takimi przypadkami stała wprowadzająca w błąd kampania referendalna opozycji burmistrza.

Spośród wszystkich okręgów wyborczych największą frekwencję odnotowano w Sławoszowicach, gdzie zagłosowało 24,61% uprawnionych. Po drugiej stronie znalazł się okręg we Wróblińcu, w którym głos oddało zaledwie 6,28% mieszkańców. Być może przyczyną tak niskiego wyniku była ostatnia decyzja radnych o nieprzyznaniu środków na budowę chodnika przy szkole w tej miejscowości.

Frekwencja w okręgach, z których pochodzą radni – inicjatorzy referendum – również nie była zbyt wielka. W Dunkowej, z której pochodzi Alicja Przybylska (PO), głosy oddało 21,59% uprawnionych. W Potaszni, gdzie znajduje się okręg Haliny Smolińskiej (PO), zagłosowało 19,1% mieszkańców. Okręg Piękocin, czyli teren bliski Stanisławowi Kuśnierzowi, osiągnął wynik 17,29%. Bardzo źle wypadły także okręgi w Sułowie (czwarty od końca pod względem frekwencji, okręg radnych S. Kuśnierza, K. Zmudy i E. Bienkiewicza) i Gądkowicach (trzeci od końca, okręg radnych P. Czajkowskiego i E. Rybki), gdzie do urn poszło 14,72% i 14,59% wyborców.

Radni nie zmobilizowali elektoratu

Dzień głosowania poprzedziła wielotygodniowa kampania referendalna, prowadzona głównie przez radnych Rady Miejskiej w Miliczu. Kampania finansowana ze środków radnych, ale też partii politycznych – Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego – objawiała się poprzez reklamy prasowe publikowane w prywatnej gazecie „Głos Milicza”. W tygodniu poprzedzającym głosowanie w mieście pojawiły się plakaty zachęcające do udziału w głosowaniu, natomiast Poczta Polska roznosiła ulotki o tej samej tematyce. Te działania, na które radni wyłożyli ze swoich kieszeni 6 tysięcy złotych, nie przyniosły jednak efektu. W głosowaniu wzięła co prawda udział ponad połowa liczby osób spośród wymaganej do uzyskania właściwej frekwencji, jednak było to mniej niż 1/5 wszystkich uprawnionych do głosowania. To pokazuje, że grupa 11 radnych nie zmobilizowała swojego elektoratu na tyle, aby pozbawić burmistrza Pawła Wybierałę pełnionej funkcji.

W tym momencie warto wrócić do wyników wyborów samorządowych z 2010 r. Wówczas Paweł Wybierała zwyciężył w pierwszej turze, zdobywając 4632 głosów (51,77%) przy 4315 zdobytych przez swoich pięciu rywali. Biorąc pod uwagę, że w referendum za odwołaniem burmistrza opowiedziało się 3238 mieszkańców gminy, pokazuje to, iż ponad 1000 osób, które wówczas głosowały za innymi kandydaturami, tym razem nie poszło nawet do urn.

Droga do referendum

Referendum o odwołanie burmistrza Pawła Wybierały związane było z nieudzieleniem mu absolutorium za wykonanie ubiegłorocznego budżetu. U podstaw tej decyzji leżały m.in. zarzuty dotyczące uzyskania zbyt niskich dochodów do budżetu, co zdaniem radnych miało spowodować ograniczenie realizacji planowanych inwestycji. Rajcowie uznali także za zbyt małe pozyskane do budżetu gminy środki zewnętrzne. Z kolei wniosek o przeprowadzenie referendum radni uzasadniali, wskazując na wiele domniemanych nieprawidłowości, m.in. związanych z „solą w oku”, jaką jest dla nich wydawanie „Tygodnika Milickiego”, ale też z rzekomym konfliktem z mieszkańcami wsi, w których funkcjonują małe szkoły, czy z ościennymi samorządami.

Podczas głosowania uchwały w sprawie referendum za tą inicjatywą opowiedziało się 11 radnych: Ryszard Lech, Alicja Przybylska, Halina Smolińska, Ewa Tomaszewska, Wojciech Wencek (Platforma Obywatelska), Piotr Czajkowski, Zbigniew Jasiński (Polskie Stronnictwo Ludowe), Ryszard Ochowicz (lewica) oraz radni, którzy do Rady Miejskiej dostali się z list stowarzyszenia Dolny Śląsk XXI – Stefan Hołobyn, Stanisław Kuśnierz i Andrzej Nestoruk.

 

Foto.: Obwodowa Komisja Wyborcza we Wszewilkach. Z uprawnionych 908 wyborców zagłosowało tu 142 osób.

Strona 72 z 180