Tygodnik Milicki

Blisko Ciebie, blisko Twoich spraw

Milicz

Nie ma zagrożenia podtopieniami

Email Drukuj PDF

Wiosna przychodzi do nas coraz większymi krokami, co z kolei powoduje topnienie pokrywy śnieżnej na naszym terenie. Jak twierdzi Janusz Blek, inspektor ds. zarządzania kryzysowego i obronności w Urzędzie Miejskim w Miliczu, w tej chwili rzeka Barycz nie stanowi zagrożenia dla mieszkańców gminy, nie występują także podtopienia. – Poziom rzeki Barycz na wodowskazie w Łąkach kształtuje się między 280 a 290 cm, więc utrzymuje nas w stanie gotowości – wyjaśnia urzędnik, po czym zaznacza, że wpływ na to może mieć duży zrzut wody na tamie znajdującej się w Sławoszowicach. – W tej chwili na naszym terenie nie ma podtopień. Jeżeli jednak takie wystąpią, to proszę o kontakt – dodaje Janusz Blek, który dostępny jest pod numerem tel. 71 380 43 29.
IMG_5565

Cała prawda o Sławoszowicach

Email Drukuj PDF

W piątek 5 kwietnia w Starostwie Powiatowym w Miliczu odbyło się posiedzenie komisji budżetowej Rady Powiatu, związane z budową sieci kanalizacyjnej w Sławoszowicach. Po pełnej emocji dyskusji ustalono w końcu, że każdy z trzech inwestorów – powiat, gmina Milicz oraz spółka PGK – przeprowadzą swoje prace osobno.

O spotkanie z radnymi w tej sprawie od kilku miesięcy zabiegał prezes PGK „Dolina Baryczy” Zbigniew Węgrzyn, który nie mógł doprosić się od powiatu zezwolenia na wejście z robotami kanalizacyjnymi w pas drogi powiatowej w Sławoszowicach. Wprawdzie pod koniec ubiegłego roku takie zezwolenie otrzymał, ale obwarowane ono było wieloma warunkami (m.in. budową drogi i chodnika już po wprowadzeniu nitki kanalizacyjnej), których spółka PGK jako beneficjent środków unijnych spełnić nie ma prawa. Sprawa znalazła finał w Samorządowym Kolegium Odwoławczym, które jednoznacznie stwierdziło, że powiat złamał prawo, wydając takie zezwolenie. Spotkanie z radnymi w końcu doszło do skutku z inicjatywy radnych opozycyjnych, którzy taki wniosek formalny złożyli podczas ostatniej sesji Rady Powiatu 21 marca.
W spotkaniu wzięli udział m.in.: burmistrz Paweł Wybierała, prezes spółki PGK Zbigniew Węgrzyn, Zarząd Powiatu, ekspert specjalizujący się w przygotowywaniu i rozliczaniu projektów z udziałem UE, PPP oraz w negocjowaniu i zarządzaniu kontraktami UE Tomasz Leszczyński, ekspert ds. drogownictwa Piotr Zwoźniak, radni Rady Powiatu i radni Rady Miejskiej, sołtys Sławoszowic Jacek Ostrycharz oraz kilku mieszkańców tej miejscowości. Dyskusja podczas spotkania była momentami bardzo burzliwa.

PGK z decyzją, gmina bez
Na początku spotkania wicestarosta Władysław Szydełko przedstawił stanowisko Zarządu Powiatu w sprawie realizacji trzech zadań: kanału deszczowego, sanitarnego i robót wodociągowych. Przypomniał, że całkiem niedawno Zarząd Powiatu wystąpił do burmistrza gminy Milicz i spółki PGK z wnioskiem, aby wyłonić dla tych trzech inwestycji jednego wykonawcę. Dodał, że nadal ważne są decyzje, które powiat wydał w tej sprawie. Pierwsza wydana została w 2005 roku dla gminy Milicz (kiedy jeszcze nie było spółki PGK i  gmina chciała budować kanalizację w Sławoszowicach z własnych funduszy, przyp red.), a dwie kolejne w tym roku. Decyzja z 12 marca dotyczy pozwolenia na budowę kanalizacji deszczowej (inwestorem jest tu powiat milicki), druga została wydana spółce PGK  na lokalizację sieci kanalizacji sanitarnej w drodze powiatowej. Zarząd ciągle natomiast nie rozpatrzył wniosku gminy Milicz o wydanie zgody na lokalizację sieci wodociągowej w drodze powiatowej w Sławoszowicach.
Informację Szydełki ze zdziwieniem przyjął  prezes PGK Zbigniew Węgrzyn, podkreślając że wspomnianej przez wicestarostę decyzji dotąd nie otrzymał. Po jego interwencji do sali przyniesiono ksero rzeczonej decyzji, która – jak się okazało – została wydana przez starostwo dzień wcześniej.

Kto kłamie w sprawie chodnika
Burmistrz Paweł Wybierała podkreślił to, co podkreślał już wielokrotnie na wszystkich spotkaniach w sprawie Sławoszowic, a mianowicie fakt, że gmina Milicz nie może być inwestorem dla drogi powiatowej w Sławoszowicach,  gdyż w 2007 roku przerwała prowadzoną tam inwestycję kanalizacyjną ze względu na utworzenie utworzenie spółki PGK. – Na dzisiaj gmina Milicz podjęła decyzję o tym, aby zmodernizować w Sławoszowicach sieć wodociągową oraz wybudować chodnik, który powiat milicki deklarował się współfinansować, z czego  później się wycofał. Jako gmina chcielibyśmy wykonać  zadania, które do nas należą. I mamy z tym kłopot, gdyż od trzech lat nie jesteśmy w stanie uzyskać w tej sprawie decyzji powiatu – mówił burmistrz, dodając, że w tym czasie powiat wielokrotnie zmieniał swoje propozycje, stanowiska i deklaracje. – Rozmowy dotyczące wspólnych inwestycji drogowo-kanalizacyjno-wodociągowych w sytuacji, kiedy wiarygodność powiatu jest znikoma, są niemożliwe. Jeżeli powiat wykona to, co do niego należy, czyli udzieli nam odpowiedzi w formie decyzji administracyjnej, będzie to podstawą do dalszych rozmów – stwierdził Wybierała.
Wypowiedź burmistrza mocno zirytowała starostę Piotra Lecha, który stwierdził, że Zarząd Powiatu nigdy nie deklarował współfinansowania chodnika w Sławoszowicach. – Chciałbym, aby burmistrz przedstawił jakikolwiek dokument, jakiekolwiek pismo czy zapis prowadzonych rozmów w tej kwestii – mówił zdenerwowany Lech. – Taką deklarację w imieniu starosty przedstawił Cezary Sierpiński na jednym z zebrań z mieszkańcami Sławoszowic. Potwierdzą to mieszkańcy i obecny dzisiaj na spotkaniu sołtys wsi – odparł burmistrz. W odpowiedzi Marek Warkocz, przewodniczący komisji budżetowej i członek Zarządu Powiatu, zaznaczył, że Cezary Sierpiński nigdy takiego upoważnienia od starosty nie miał. – Czyli rozumiem, że pan Sierpiński kłamał? – pytał wprost Wybierała. – Powiedzmy, że mijał się z prawdą – odpowiedział z uśmiechem Warkocz.


Bruksela nie płaci za budowę dróg
Prezes spółki PGK Zbigniew Węgrzyn mocno zaznaczył, że od pięciu lat trwa bój o wpuszczenie przez starostę Piotra Lecha spółki PGK w pas drogi w Sławoszowicach. – Przy długości 175 km całej inwestycji my mamy problem jedynie tutaj, w wąskim gardle o długości 1,1 km. Starosta milicki doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jeżeli nas wpuści, a nie uzyska od nas zgody na odbudowę drogi, to nikt mu już tej drogi nie zbuduje. Starosta wie doskonale, że nie jest w stanie zbudować tej drogi, gdyż zwyczajnie powiat nie ma na to środków. Ja to rozumiem, ale trzeba to uczciwie powiedzieć mieszkańcom Sławoszowic. Próba przerzucania kosztów budowy drogi na spółkę PGK i mówienie, że spółka ma pieniądze unijne i może to zrobić, jest nieprawdą. Jeżeli ktoś krzewi taką nieprawdę, to albo nie rozumie finansowania tych zadań, albo działa w złej wierze – mówił prezes Węgrzyn.
Słowa prezesa potwierdził Tomasz Leszczyński, ekspert ds. negocjacji i zarządzania kontraktami UE, który  przestrzegał również przed przekroczeniem terminów, związanych z realizacją kanalizacji  – Spółka PGK jako beneficjent nie ma już czasu na wspólnie przeprowadzenie tego zadania. Takie porozumienie powinno być przygotowane rok czy dwa lata temu. Natomiast przeciągając wydanie decyzji w tej sprawie możecie państwo doprowadzić do sytuacji, że PGK zrezygnuje z kanalizowania tego obszaru i go ominie. Państwo skazujecie zatem projekt na niepowodzenie i tym samym musicie się liczyć z uiszczeniem wszelkich kar umownych i odszkodowań na rzecz Brukseli. I jeszcze jedna ważna rzecz – Bruksela nie płaci za budowę nowej drogi. Po zakończeniu robót spółka, tak jak we wszystkich innych przypadkach, odtwarza nawierzchnię do stanu pierwotnego – mówił Leszczyński. Wyraźnie zdenerwowany starosta Lech odparł, że być może przewaga ludzi prostych, a nie ekspertów, polega na tym, że patrzą na sprawę zdroworozsądkowo. – Bo tu nie trzeba eksperta, żeby powiedział, że trzykrotne rozkopywanie pasa jezdni jest nieracjonalne, niezasadne i niegospodarne. Powiat, PGK i gminy na podobnych zasadach współpracy wykonały podobną inwestycję w Praczach i Cieszkowie. Zatem główną przeszkodą w tym przypadku jest brak dobrej woli – grzmiał starosta Piotr Lech.

Inwestycja w Cieszkowie nie taka modelowa
Starostę czekała jednak kolejna riposta, tym razem ze strony Węgrzyna, który  stwierdził, iż w dokumentacji dotyczącej inwestycji w Cieszkowie nie ma ani jednej strony i ani jednego zapisu formalnego w sprawie  porozumienia w tym zakresie pomiędzy starostwem a spółką PGK. – Pan starosta wielokrotnie w mediach jako dobry przykład współdziałania powoływał się na inwestycję w Cieszkowie. A to porozumienie polegało na tym, że „na rowie” umawialiście się z wykonawcami, mówiąc co mają zrobić i w jaki sposób. I co ciekawe, do tej pory powiat nie uregulował należności na rzecz wykonawcy – rzeszowskiej firmy Instalbud, która wykonywała tę inwestycje w Cieszkowie – poinformował Z. Węgrzyn. Prezes przypomniał też, że dyskusję na temat inwestycji w Sławoszowicach zaczął już w 2008 r. obecny wicestarosta Szydełko, w tamtym czasie prezes spółki PGK, prowadzący z powiatem rozmowy o warunkach wydania uzgodnień przebiegu projektowanej sieci kanalizacyjnej w pasach dróg powiatowych. – Oświadczam, że w tej kwestii, panie wicestarosto, nic się nie zmieniło i spółka absolutnie nie może powiatowi zbudować drogi za unijne pieniądze – mówił dosadnie prezes, a burmistrz Wybierała dodał –  Przyłączam się do apelu prezesa Węgrzyna, aby zarząd wydał gminie decyzję zgodnie z przepisami i pozwolił nam zrealizować swoje zadanie. Jest szansa na to, żeby poszczególni wykonawcy weszli na teren budowy po kolei i żeby okres wykonania robót był jak najkrótszy – mówił Wybierała. Po jego słowach Węgrzyn jeszcze raz zwrócił się do starosty Lecha. - Gdy w grudniu ubiegłego roku wydaliście mi decyzję o pozwoleniu na wejście z kanalizacją w Sławoszowicach w drogi powiatowe, obwarowaną niewykonalnymi dla PGK warunkami zwracałem panu uwagę, że jest to decyzja niezgodna z prawem. Pan mi wówczas gwarantował, że prawo nie zostało złamane, a jeżeli tak, to wyciągnie pan konsekwencje wobec swoich pracowników, bo to nie pan podpisał tę decyzję tylko pan Włodarczak z wydziału drogowego. Dzisiaj, po decyzji SKO okazuje się, że od początku miałem rację – mówił oskarżycielskim tonem Węgrzyn. Wyraźnie skonsternowany starosta nie odniósł się do jego słów, a na zakończenie spotkania stwierdził m.in. że jego zdaniem trzech wykonawców zamiast jednego na tym samym placu budowy to zdecydowanie gorsze rozwiązanie,  jednak zapewnił, że starostwo ustali harmonogram czasowy prac w taki sposób, aby były one w miarę niedokuczliwe dla mieszkańców.

Slawoszowice_zebranie

OSP w Miliczu wykluczona ze związku

Email Drukuj PDF

W środę 10 kwietnia Zarządu Gminnego związku OSP RP wykluczono ze swoich szeregów jednostkę OSP w Miliczu. To bezprecedensowy efekt nabrzmiałego konfliktu pomiędzy zarządem gminnym a zarządem milickiego stowarzyszenia, którego początkiem były nieprawidłowości stwierdzone jednostce.

Chyba żadne z posiedzeń zarządu gminnego związku OSP RP w Miliczu nie budziło takich emocji, jak to zwołane w Urzędzie Miejskim na środę 10 kwietnia. Jednym z punktów obrad była bowiem uchwała w sprawie wykluczenia milickiej jednostki OSP z szeregów związku. Dlatego też,  chyba również po raz pierwszy na przestrzeni ostatnich lat obrady odbywały się za zamkniętymi drzwiami, co nie spodobało się głównie członkom milickiej jednostki, którzy sporą grupą przybyli do Urzędu Miejskiego. – Sytuacja była wyjątkowa i budziła ogromne emocje. Żeby ich dodatkowo nie podgrzewać i dać możliwość członkom zarządu do podjęcia decyzji bez presji z zewnątrz, w zebraniu uczestniczyli jedynie członkowie zarządu – mówi burmistrz Paweł Wybierała, który jednocześnie pełni funkcję prezesa Gminnego Związku OSP.  Po dwugodzinnych, i jak relacjonuje nam komendant gminny OSP Tadeusz Jarosz, bardzo burzliwych obradach uchwała o wykluczeniu milickiej jednostki z szeregów związku została przyjęta. Za jej przyjęciem głosowało 9 członków zarządu, przeciwko było 8, a od głosu wstrzymało się dwóch.
Wykluczenie jednostki w żadnym razie nie oznacza jej likwidacji, ma jednak swoje następstwa i to dość przykre dla ochotników. Miliccy strażacy nie będą  teraz mogli zakładać galowych mundurów, używać sztandaru ani otrzymywać odznaczeń strażackich. Będą mogli natomiast nadal prowadzić działalność ratowniczą przy wsparciu finansowym gminy, a także nadal otrzymywać dotacje z tytułu przynależności do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego. W tym zakresie nic się nie zmienia.  - Naprawdę nie jestem jakoś szczególnie dumny z tego, że doszło do tak drastycznego rozwiązania, jakim było wykluczenie jednostki ze związku. Jednak takie kroki musieliśmy podjąć ze względów honorowych i dla dobra ogólnego, szanowanego wizerunku ochotniczych straży pożarnych – mówi komendant gminny OSP Tadeusz Jarosz. Jak dodaje, był to pierwszy przypadek, gdy mimo wielu próśb i rozmów zarząd jednostki nie podjął żadnych kroków w stosunku do swojego naczelnika, który okazał się nieuczciwy i który ma na koncie wyrok sądu.  - Takie historie, że w jednostkach zdarzają się nieuczciwi strażacy, strażacy-podpalacze itd. mają często miejsce, ale wówczas ochotnicy honorowo pozbywają się takich ludzi ze swoich szeregów. Milicka jednostka nie tylko nic z tym nie zrobiła przez ponad da lata, ale do dziś robi z Radeckiego niemal bohatera stłamszonego i skrzywdzonego przez zarząd gminny. To bardzo przykre – mówi Jarosz.

Rafał Radecki – były naczelnik OSP Milicz, który kilka tygodni temu złożył rezygnację z tej funkcji, a teraz domaga się przywrócenia na stanowisko – odpowiadał przed sądem za nienależne pobranie z gminnej kasy kilkuset złotych, wypłaconych jakoby strażakom za udział w akcjach gaśniczych. Wprawdzie sąd warunkowo zawiesił mu wykonanie kary, ale w obu instancjach wina Radeckiego nie budziła najmniejszych wątpliwości sądu. W tym czasie na jaw wyszły i inne nieprawidłowości,  jak choćby nierozliczeniem przez tego strażaka kwoty 600 zł przekazanej jednostce przez sponsora.
Gminny zarząd OSP od początku ujawnienia sprawy oczekiwał wykluczenia naczelnika z szeregów jednostki, co nie nastąpiło. Ale to nie wszystko. Do nabrzmienia konfliktu na linii zarząd – jednostka doszło, po kontrolach przeprowadzonych przez gminę w finansach jednostki i rozliczeniach pieniędzy za paliwo, jakie gmina jej przekazuje. Konflikt dorósł do takich rozmiarów, że zarząd OSP Milicz przestał informować zarząd gminny o jakichkolwiek swoich poczynaniach i zaczął ignorować wszelkie polecenia z jego strony. Ostatnia próba mediacji miała miejsce niedawno nawet na szczeblu wojewódzkim OSP RP, gdzie po rozmowie z wiceprezesem Zdzisławem Średniawskim milicka jednostka otrzymała szansę uniknięcia restrykcji w postaci wykluczenia ze związku. W tym celu do dymisji musiałby podać się cały jej 6-osobowy zarząd z prezesem Grzegorzem Dudą na czele. Niestety tego nie zrobiono. Tym samym wykluczenie milickiej OSP z szeregów związku stało się faktem.
Remiza_OSP_Milicz

OŚWIADCZENIE BURMISTRZA GMINY MILICZ

Email Drukuj PDF

3 kwietnia w gazecie „Głos Milicz” ukazało się kilka publikacji zawierających nieprawdziwe informacji lub manipulacje: m.in. artykuły pt. „Czy burmistrz daruje Krośnicom ponad 324 tysiące złotych”, „Na celowniku burmistrza” oraz komentarz redakcji pt. „Kosztowny grzech zaniechania”.
Ponieważ red. naczelna „Głosu Milicza” Jolanta Sławenta wielokrotnie odmawiała publikacji oświadczeń i sprostowań przesyłanych do swojej redakcji, chciałbym za pośrednictwem „Tygodnika Milickiego” sprostować najbardziej bulwersujące przekłamania, zawarte w wyżej wymienionych publikacjach
Sprawa pierwsza – nieprawdą jest, jak sugeruje redakcja „Głosu Milicza”, że jako burmistrz, nie dbając o finanse gminy, inaczej traktuję gminę Krośnice niż innych wierzycieli i że nie podejmowałem żadnych działań prawnych w sprawie długu Krośnic, związanego z uczęszczaniem krośnickich dzieci do przedszkola prowadzonego przez MSPDiON.
Od 2008 roku do niepublicznych przedszkoli uczęszczali uczniowie z 15 gmin, spośród których tylko w odniesieniu do czterech nie powstały roszczenia gminy Milicz. W 2010 roku wezwania do zwrotów przesłano do siedmiu gmin:
– 17.03.2010 r. – do gminy Krośnice – o kwotę 78 194,31 zł;
– 18.03.2010 r. – do gminy Cieszków – o kwotę 6593,58 zł;
– 30.03.2010 r. – do gminy Cieszków – o kwotę 5078,22 zł;
– 30.03.2010 r. – do gminy Jutrosin – o kwotę 983,04 zł;
– 30.03.2010 r. – do gminy Twardogóra – o kwotę 12 616,68 zł;
– 30.03.2010 r. – do gminy Trzebnica – o kwotę 10 624,56 zł;
– 30.03.2010 r. – do gminy Prusice o kwotę 12 616,68 zł;
– 14.04.2010 r. – do gminy Żmigród o kwotę 326,80 zł;
– 14.04.2010 r. – do gminy Krośnice o kwotę 12 145,81 zł;
– 15.04.2010 r. – do gminy Twardogóra o kwotę 6856,10 zł;
– 16.12.2010 r. – do gminy Krośnice o kwotę 84 596,16 zł.
Spośród tych gmin jedynie gmina Cieszków przystąpiła do regulowania należności na rzecz gminy Milicz.
Wezwania do zapłaty z 2012 r.:
14.09.2012 r. – gmina Cieszków o kwotę 72 165,94 zł, z czego zapłacono 52 041,92 zł;
14.09.2012 r. – gmina Krośnice o kwotę 324 057,78 zł.
Noty księgowe z 2013 r.:
2013.03.08 r. – gmina Cieszków – 3892,17 zł;
2013.03.08 r. – gmina Cieszków – 3603,65 zł;
2013.03.08 r. – gmina Krośnice – 10 809,68 zł;
2013.03.11 r. – gmina Twardogóra – 1297,39 zł;
2013.03.11 r. – gmina Twardogóra – 7355,89 zł;
2013.03.11 r. – gmina Krośnice – 20 107,39 zł;
2013.03.13 r. – gmina Twardogóra – 9462,51 zł;
2013.03.14 r. – gmina Trzebnica – 2594,78 zł.

Oczywistą manipulacją prasową jest podanie do publicznej wiadomości jedynie informacji o wystąpieniu wójta gminy Krośnice o uznanie części długu za przedawniony, a pominiecie faktu, że w odpowiedzi na to wystąpienie wyraźnie zaznaczyłem, że nie ma podstaw prawnych dla takiego rozstrzygnięcia. Nie ma też możliwości prawnych wstrzymania dotacji na dzieci z terenu gminy Krośnice (i jakiejkolwiek innej gminy ościennej), w przypadku gdy gmina ta uchyla się od dokonania należnego gminie Milicz zwrotu środków. Wstrzymanie tej dotacji naraziłoby niepełnosprawne dzieci na brak jakiejkolwiek fachowej opieki, a to z całą pewnością spowodowałoby wspólne dramatyczne wystąpienie prezes Szatkowskiej i „Głosu Milicza” w sprawie nieludzkiego zachowania burmistrza Wybierały, który z pobudek finansowych odmawia niepełnosprawnym dzieciom prawa do rehabilitacji i rozwoju.
Sprawa druga – gmina Milicz nie wydała w 2012 roku na obsługę prawną kwoty 403 tys. zł, a jednie ok. 70 tys. zł. Obecnie obsługująca gminę kancelaria prawna została w 2010 roku wyłoniona w nieograniczonym przetargu (po raz pierwszy w historii gminy Milicz) i jej miesięczne wynagrodzenie to niewiele ponad 3 tys. zł plus koszty zastępstwa procesowego, a to wyjątkowo korzystna cena. Wcześniej gminę obsługiwały bardzo różne kancelarie (w ostatnich sześciu latach było ich sześć), a ich miesięczne wynagrodzenie wahało się od ponad 6 tys. do 10 tys. zł (plus zastępstwo procesowe). Rekordowy pod względem wydatków był rok 2007, gdy na obsługę prawną wydano ponad 240 tys. zł. Natomiast w sprawozdaniu z wykonania budżetu za 2012 rok podana została również kwota wynikająca z prowadzonej na rzecz gminy procedury doradztwa podatkowego w zakresie odzyskiwania podatku VAT (nigdy wcześniej nierealizowana; nadal gmina Milicz należy do niewielu gmin skutecznie VAT odzyskujących), co dało łącznie z obsługą prawną 403 tys. zł, przy 856 tys. zł odzyskanego podatku w roku 2012. Redakcja „Głosu Milicza” mogła to bezproblemowo sprawdzić.
Sprawa trzecia – nieprawdziwy jest stawiany przez „Głos Milicza” oraz radne Rady Miejskiej Alicję Szatkowską i Haliną Smolińską zarzut dyskryminowania stowarzyszeń, które one reprezentują. Co roku w każdej procedurze konkursowej organizacje pozarządowe składają wnioski na dużo wyższe kwoty niż zapisane w budżecie. Przyznawane są więc dotacje niższe od wnioskowanych i dotyczy to nie tylko Milickiego Stowarzyszenia Przyjaciół Dzieci i Osób Niepełnosprawnych czy Brapoi z Potaszni. Dla ilustracji braku dyskryminacji tych podmiotów przypominam, że w ostatnich latach w otwartych konkursach otrzymały one dofinansowanie w wysokości: MSPDiON – 24,6 tys. zł w roku 2010; 9,8 tys. zł w 2011 r.; 13,6 tys. zł w 2012 r. i 4 tys. zł w tym roku, ale w tym wypadku nabory wciąż trwają. Natomiast Brapoja otrzymała: 7,1 tys. zł w roku 2010; 7,9 tys. zł w 2011 r.; 6,7 tys. zł w 2012 r. i 4,1 tys. zł w tym roku (nabory trwają). Osobiście bardzo się cieszę z aktywności mieszkańców i tych organizacji, ale trzeba też jasno powiedzieć, że nie ma wielu innych stowarzyszeń, które wspomagane są tak wysokimi dofinansowaniami.
W tym miejscu, odnosząc się do zarzutów radnej Szatkowskiej, należy też przypomnieć przejęcie przez MSPDiON gminnego budynku, w którym mieszczą się warsztaty terapii zajęciowej. Nieruchomość wyceniona na 857 tys. zł została w 2012 roku „sprzedana” stowarzyszeniu za 85 zł i 72 grosze. Czy na tym polega dyskryminacja?!
Właściwie przyzwyczaiłem się już do stronniczości red. Sławenty i „Głosu Milicza”, ale nad niektórymi tezami stawianymi przez ten tygodnik po prostu nie da się przejść do porządku dziennego.

Pozdrawiam serdecznie,
Paweł Wybierała

Sułów. Potrzebna jest współpraca

Email Drukuj PDF

Niespełna 60 osób uczestniczyło w zebraniu wiejskim w Sułowie, które odbyło się w środę 27 marca. Podczas zebrania mieszkańcy wsi zadecydowali o przyjęciu sprawozdania z realizacji funduszu sołeckiego za 2012 r. Ponadto rozmawiano o współpracy między sołtys a Radą Sołecką.

Zebranie wiejskie rozpoczęło się od podsumowania połowy kadencji, wygłoszonego przez Katarzynę Makowiecką. Sołtys Sułowa przypomniała, jakie inwestycje przeprowadzono w miejscowości po 2011 r. Wśród nich znalazły się m.in.: budowa łącznika pomiędzy ulicami Szkolną i Ogrodową, budowa kompleksu boisk czy remizy dla OSP. Sołtys wspomniała również o budowanym parku przy ul. Polnej oraz o planowanym remoncie ul. Kościelnej.
W jej przemówieniu nie brakowało też autorefleksji. – Zdaję sobie sprawę, że być może nie każda moja decyzja była trafna, jednak wszystkie działania podyktowane są dobrem i chęcią rozwoju Sułowa – mówiła Katarzyna Makowiecka, podkreślając, że zarówno ona, jak i wszyscy mieszkańcy są odpowiedzialni za jakość życia w Sułowie. – Dlatego też liczę na państwa sugestie, pomysły i plany – przekonywała zebranych mieszkańców.

Fundusz sołecki na przestrzeni lat
W dalszej części zebrania sołtys przedstawiła sprawozdania finansowe z realizacji funduszu sołeckiego. W 2011 r. sołectwo dysponowało kwotą łączna w wysokości 27 tys. zł, z czego wykorzystano niespełna 25,5 tys. zł. Rok później fundusz zamknął się w kwocie 28 tys. zł, z której wydano 24 tys. zł. Środki te wykorzystano m.in. na zakup traktorka z kosiarką, zamiatarkę z odśnieżarką oraz dmuchawę do liści (9,5 tys. zł), remont pomnika na Rynku (3,3 tys. zł), zakup wyświetlacza LED (4 tys. zł) czy rozbudowę i konserwację monitoringu (4 tys. zł). Pozostałe środki przeznaczono m.in. na organizację Dnia Kobiet, Dnia Dziecka, prezent dla strażaków z OSP czy zakup ziemi i kwiatów do ukwiecenia Rynku. Sprawozdanie z realizacji funduszu zyskało aprobatę mieszkańców sołectwa.
Katarzyna Makowiecka przedstawiła również informacje dotyczące funduszu na ten rok. Sułów otrzymał niespełna 30 tys. zł, które przekazane będą m.in. na zakup wyposażenia placu zabaw, zakup sprzętu dla OSP, dalszą rozbudowę monitoringu czy zakup sprzętu sportowego dla Ośrodka Kultury w Sułowie, który będzie służył dzieciom i młodzieży z terenu wsi.
Mieszkańcy wsi zdecydowali również o zagwarantowaniu środków na zakup garażu, który miałby posłużyć jako magazyn na sprzęt sołectwa. Obecny na spotkaniu radny Krzysztof Zmuda zawnioskował, by sołectwo wystąpiło o bezpłatne przejęcie od gminy garażu po starej remizie OSP. Sołtys odpowiedziała mu, że wnioskowała już o to, jednak gmina zamierza ten budynek sprzedać. Katarzyna Makowiecka wzięła pod uwagę słowa radnego, dlatego też poprosiła mieszkańców Sułowa o przegłosowanie tego wniosku. Poparły go 44 spośród 45 obecnych na zebraniu osób.

O współpracy organów sołectwa
W sprawach różnych sołtys zwróciła się do mieszkańców. – Dwa lata temu wybrano mnie, młodą osobę, na sołtysa. Wiem, że popełniłam błędy, ale chcę je naprawić. Chciałabym też, żeby w Sułowie działo się dobrze, ale do tego potrzebna jest współpraca. Również sołtysa z Radą Sołecką. Gorąco o nią proszę, byśmy mogli za dwa lata tu stanąć i powiedzieć, jak wiele nam się udało – mówiła Katarzyna Makowiecka. Po czym w jej stronę zwrócił się przewodniczący Rady Miejskiej w Miliczu Edmund Bienkiewicz. – Można popełniać błędy, ale ważne jest to, co sama podkreśliłaś, że trzeba współpracować. Jeżeli tak się stanie, to będzie dobrze – powiedział przewodniczący, czemu towarzyszyły brawa zebranych. Głos w tej sprawie zabrał również Mirosław Niedbała. Dyrektor milickiego gimnazjum zwrócił uwagę, że choć jest to zebranie wiejskie, to za stołem prezydialnym zasiada zawsze osamotniona sołtyska. – Życzę sobie, byśmy za tym stołem następnym razem zobaczyli panią sołtys w towarzystwie całej Rady Sołeckiej, tym bardziej że kiedy członkowie rady zdecydowali o wstąpieniu do niej, wiedzieli już, kto jest sołtysem. Wiedzieli też, że będzie potrzebna współpraca na rzecz naszej wsi – przekonywał Mirosław Niedbała, czemu również towarzyszyły brawa mieszkańców.

Strona 72 z 198