Tygodnik Milicki

Blisko Ciebie, blisko Twoich spraw

Milicz

Nowa atrakcja na Stawach Milickich

Email Drukuj PDF

Stawy Milickie szykują się na otwarcie nowego specjalistycznego łowiska karpia „Rudy” w Rudzie Żmigrodzkiej. Na łowisku o powierzchni ponad 100 ha do dyspozycji wędkarzy będzie 60 stanowisk. Oficjalne otwarcie łowiska karpiowego nastąpi 10 maja.
Stawy Milickie – ostoja ptactwa i dzikiej przyrody, miejsce tradycyjnych smaków oraz odnowy sił witalnych – od połowy kwietnia rozpoczęły sezon turystyczny. Zagroda pod Szczęśliwym Karpiem w Rudzie Sułowskiej jest miejscem, gdzie przyjeżdżający do Doliny Baryczy turysta może rozpocząć swoją wędrówkę po Stawach Milickich i skorzystać z szerokiej oferty turystycznej. Stawy Milickie szykują się też na otwarcie kolejnej atrakcji – nowego specjalistycznego łowiska karpia „Rudy” w Rudzie Żmigrodzkiej.

Specjalistyczne łowisko
Łowisko karpia „Rudy” znajduje się w Rudzie Żmigrodzkiej. Staw Rudy, na którym utworzono łowisko, został odtworzony w latach 80. XX wieku. Jego lustro wody to blisko 100 ha powierzchni. W zbiorniku pływają karpie w przedziale od 4 do ponad 20 kg. Łowisko położone jest w pięknym otoczeniu stawów i kompleksów leśnych Doliny Baryczy, na terenie chronionym w ramach europejskiej sieci Natura 2000, dlatego jest to także wyjątkowe miejsce do obserwacji ptaków. Staw posiada kilka dużych wysp powstałych w czasie jego odbudowy. Wyspy zostały zajęte głównie przez mewy śmieszki w liczbie około 2–4 tysięcy par lęgowych, rybitwy rzeczne (ok. 100 par) oraz kilka gatunków kaczek, z których najliczniejsze są krzyżówki, głowietniki i czernice. Staw jest również miejscem, gdzie napotkamy łabędzie nieme i czaple siwe. Do wędkowania udostępniono wszystkie brzegi, na których znajduje się 60 stanowisk. Na łowisku będzie wolno łowić na trzy wędki od kwietnia do października zarówno w dzień, jak i w nocy. Oficjalne otwarcie łowiska karpia nastąpi 10 maja, a dla wędkarzy będzie dostępne od 11 maja, i od tej daty można rezerwować stanowiska. Przyjazd na łowisko nastąpić może wyłącznie po wcześniejszej rezerwacji stanowiska. Rezerwacja stanowisk odbywa się drogą telefoniczną pod numerem 71 384 71 10 bądź e-mailem na adres Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. . Jedna doba łowienia na trzy wędki to 50 zł. Osoba towarzysząca do 18. roku życia zapłaci 5zł za dobę, a osoba dorosła 10 zł. Parking kosztuje 5 zł za dobę. Więcej informacji uzyskać można na stronie: www.stawymilickie.pl.

Smażalnia świeżych ryb, skansen, fotosafari...
Każdy, kto zechce wybrać się do Doliny Baryczy i poczuć wyjątkowy klimat tego miejsca, powinien odwiedzić tradycyjną wiejską Zagrodę pod Szczęśliwym Karpiem w Rudzie Sułowskiej. Na turystów czekają smażone oraz wędzone świeże ryby, łowisko wędkarskie, fotosafari, warsztaty przyrodnicze, elektroniczny przenośny przewodnik, wypożyczalnia leżaków i rowerów oraz tradycyjny produkt regionalny – wędzony karp milicki połączony z wypoczynkiem nad stawami. Dla całych rodzin, które odwiedziły już lub zechcą odwiedzić Zagrodę pod Szczęśliwym Karpiem, dużą atrakcją jest też bezpłatne zwiedzanie skansenu z etnograficzną wystawą tradycyjnych narzędzi wykorzystywanych w rybactwie. – Warto przyjechać i poznać historię tradycji rybackiej regionu – zachęca Emilia Szczęsna, z-ca dyrektora ds. marketingu i turystyki w spółce Stawy Milickie. Na ekspozycję składają się fotografie z lat 60. i 70. oraz tradycyjne urządzenia wykorzystywane do łowienia, sortowania czy przetwórstwa ryb. Ponadto aby zobaczyć z bliska, jakie ryby żyją w stawach, nie trzeba nurkować. Wystarczy tylko zajrzeć do skansenu, gdzie znajduje się duże akwarium – 1680 l oraz 3 metry długości – ze wszystkimi gatunkami ryb hodowanych w tutejszych akwenach. Kopalnią wiedzy o rybach i Stawach Milickich jest grupa pracowników spółki, która oprowadza wycieczki oraz przewozi turystów wozami konnymi po fotosafari.
karp_rudy

Szpital chce decydować sam

Email Drukuj PDF

Milickie Centrum Medyczne samo będzie mogło ogłosić przetarg i wybrać firmę, która będzie wywozić odpady z milickiego szpitala. To efekt głosowania podczas sesji Rady Miejskiej. MCM będzie miało takie prawo, o ile podjętej uchwały nie zakwestionuje nadzór prawny wojewody.
Przypomnijmy – przed tygodniem na posiedzeniu komisji budżetowej Halina Smolińska zaproponowała projekt uchwały, na mocy którego Milickie Centrum Medyczne miałoby zostać wyłączone z funkcjonujących w gminie uchwał „śmieciowych”. Dzięki temu MCM mogłoby samo ogłosić przetarg na odbiór śmieci ze szpitala.
Przyczynkiem do tego był znaczny wzrost cen, wynikający z przyjętych w styczniu uchwał określających m.in. ceny za wywóz nieczystości z nieruchomości niezamieszkałych, a taką zgodnie z prawem jest budynek szpitala.
Do tej pory śmieci ze szpitala odbierała wrocławska Alba. W ubiegłym roku za wywóz śmieci MCM zapłaciło 47 tys. zł, a po wprowadzeniu uchwał „śmieciowych” w 2013 r. kwota ta mogłaby wzrosnąć nawet do 278 tys. zł.
Aby tej znaczącej podwyżki uniknąć, Halina Smolińska przygotowała projekt uchwały wyłączający MCM z obowiązującego w gminie prawa. Decyzję w jego sprawie podjęto w poniedziałek 29 kwietnia.

Przyjęta mimo obaw
Projekt ten wzbudził liczne wątpliwości u radnych, m.in. u przewodniczącego Rady Miejskiej Edmunda Bienkiewicza. – Mam wątpliwości, czy nadzór prawny wojewody nie zakwestionuje nam tej uchwały – mówił przewodniczący. – Mimo wszystko powinniśmy wykazać dobrą wolę i podjąć tą uchwałę z ryzykiem, że zostanie ona uchylona – przekonywał Bienkiewicz.
W podobnym tonie wypowiedział się Adam Jaskulski. Radny chciał się jednak dowiedzieć, dlaczego to gmina ma pomagać szpitalowi, zamiast jego właściciel – powiat milicki. Radny miał na myśli sytuację, w której MCM musiał wykupić od powiatu milickiego szpitalne działki, które wcześniej były dzierżawione od powiatu. – Ile środków co miesiąc na to przekazujecie? – pytał Adam Jaskulski. W odpowiedzi, biorący udział w posiedzeniu komisji prezes MCM-u Maciej Bardzki poinformował, że miesięcznie jest to kwota 81 tys. zł, a do spłacenie pozostało jeszcze 25 rat.
Ostatecznie w trakcie głosowania projekt uchwały wyłączającej MCM z mocy działania uchwał „śmieciowych” poparło 15 radnych. Od głosu wstrzymało się troje: A. Jaskulski (DŚ XXI), J. Łabuda, M. Mazurkiewicz (PiS). Udziału w głosowaniu nie brał S. Pawlak (PSL).
IMG_6113
Foto.: Obradom sesji Rady Miejskiej przysłuchiwali się: prezes MCM-u Maciej Biardzki (z prawej) i dyrektor ds. techniczno-administracyjnych szpitala Jan Żurakowski (z lewej).

Nie będzie Dni Milicza, będą drogi

Email Drukuj PDF

Rada Miejska zadecydowała, by 200 tys. zł z nieprzyznanych przez nią dotacji na organizację Dni Ziemi Milickiej oraz Alei Gwiazd Siatkówki przekazać na remonty gminnych dróg. To efekt dyskusji i głosowania podczas sesji Rady Miejskiej w poniedziałek 29 kwietnia.
Przypomnijmy – wnioski o dofinansowanie złożyły trzy podmioty: Ośrodek Sportu i Rekreacji wnioskował o 70 tys. zł na organizację XI edycji Alei Gwiazd Siatkówki, Ośrodek Kultury o 130 tys. zł na organizację Dni Ziemi Milickiej, a także KS Milicz o kwotę 130 tys. zł, która pozwoli utrzymać działalność klubu.
Podczas posiedzenia komisji budżetowej, która zebrała się w środę 24 kwietnia, radni opowiedzieli się za przyznaniem środków dla KS Milicz przy jednoczesnym odrzuceniu wniosków OSiR-u i Ośrodka Kultury. Swoją decyzję podtrzymali podczas sesji Rady Miejskiej.

200 tys. zł na drogi
Okazało się też, że radni mają swój pomysł na zagospodarowanie pieniędzy z Dni Milicza i Alei Gwiazd. Halina Smolińska zawnioskowała, by rzeczone 200 tys. zł przekazać na remonty gminnych dróg. Jak wyjaśniała, po tym, jak członkowie komisji rolnictwa zapoznali się z ich stanem, uznano że te remonty są potrzebne. Propozycja Smolińskiej zdziwiła Adama Jaskulskiego, który choć przychylał się do jej stanowiska, to poddał w wątpliwość sposób podejmowania tej decyzji. Jak przekonywał, tylko burmistrz ma prawo wnioskowania o zmiany w budżecie. Halina Smolińska powołała się jednak na zapisy ustawy o finansach publicznych, które zezwalają na takie zmiany bez wiedzy burmistrza, pod warunkiem że nie zmniejsza się dochodów gminy lub nie zwiększa się wydatków kosztem wzrostu deficytu.
Przewodniczący Rady Miejskiej Edmund Bienkiewicz, chcąc rozwiać wątpliwości w tym zakresie, poprosił o wyjaśnienia mec. Bartłomieja Latosa z kancelarii prawnej obsługującej gminę. Jak zaznaczył mecenas, inicjatywa zmian wprowadzanych do budżetu należy do burmistrza, jednakże wrocławska Regionalna Izba Obrachunkowa w jednym ze swoich orzeczeń stwierdziła, że rada może takie zmiany wprowadzić. – Nie podejmę się jednak rozstrzygnięcia tej kwestii od ręki – podkreślił mecenas.

Problematyczne przesunięcia
Projekt uchwały w sprawie zmiany budżetu zakładał dokonanie również przesunięć związanych z finansowaniem gminnych inwestycji. Burmistrz wnioskował o wykluczenie z budżetu wniosku o remont ul. Mostowej w Miliczu wraz z budową przystani kajakowej, na co zaplanowano 100 tys. zł, i przekazanie tej kwoty na opłacenie dodatkowych robót na budowie rekreacyjnego parku w Sułowie.
Jak wyjaśniał Przemysław Linda, kierownik Wydziału Zarządzania Rozwojem, przesunięcie to mogłoby być dokonane, ponieważ gmina nie otrzymała jeszcze dotacji na realizację inwestycji w Miliczu. Z kolei dodatkowe środki posłużyłyby zakończeniu prac w Sułowie.
– Za 35 tys. zł wykonamy przyłącze energetyczne na placu, zamontujemy bezprzewodowy Internet, by umożliwić transmisję sygnału z monitoringu do Komendy Powiatowej Policji w Miliczu, a także wyrównamy i obsiejemy trawą działki sąsiaduje z parkiem. Pozostałe środki zainwestujemy w budowę konstrukcji na scenę, zamontowanie nagłośnienia i oświetlenia – wyjaśniał kierownik, jednak nie przekonało to radnych.
Po blisko 15-minutowej przerwie ogłoszonej w celu przygotowania ostatecznej wersji projektu zmieniającego budżet okazało się, że radni opozycyjni zdecydowali się na przekazanie jedynie 35 tys. zł na rzecz inwestycji w Sułowie, a pozostałe 65 tys. zł zostało w budżecie na rzecz inwestycji przy ul. Mostowej w Miliczu.
Taką uchwałę w głosowaniu poparło 17 radnych, przy wstrzymujących się od głosu radnych Andrzeja Hołówki i Adama Jaskulskiego (DŚ XXI).

Najcenniejsza działka Dromilu coraz tańsza

Email Drukuj PDF

Syndyk masy upadłościowej ogłosił sprzedaż z wolnej ręki działki położonej w Miliczu , należącej do upadłej powiatowej spółki Dromil. W ostatnim przetargu syndyk próbował zbyć działkę za 1,15 mln zł, teraz cena wynosi 900 tys. zł.
Syndyk Paweł Dłużniewski ogłosił przetarg ofertowy na sprzedaż z wolnej ręki najcenniejszego aktywa Dromilu, czyli działki w Miliczu, której wartość rynkowa została oszacowana na 1,3 mln zł. W ostatnim przetargu syndyk próbował zbyć działkę za 1,15 mln zł, teraz cena ta wynosi 900 tys. zł. Termin składania pisemnych ofert przypada na 5 czerwca, a komisyjne ich otwarcie nastąpi 6 czerwca o godz. 10: 00 w siedzibie upadłego w Wierzchowicach. Wartość rynkowa Dromilu wyceniona została na ok. 3,3 mln zł, z czego 1,3 mln zł warta jest działka gruntową o pow. 1,7 ha w Miliczu.
Do tej pory syndykowi udało się sprzedać w drugim przetargu siedzibę Dromilu za 297 tys. zł netto (cena w pierwszym przetargu wynosiła 349 tys. zł, a ostatni prezes Dromilu Augystyn Bombała próbował ją sprzedać za 500 tys. zł). Sprzedana nieruchomość w Wierzchowicach jest obciążona hipoteką na rzecz banku jako zabezpieczenie udzielonego Dromilowi kredytu. Syndykowi również dopiero w czwartym przetargu udało się zbyć niektóre pojazdy Dromilu, co spowodowało, że nabywcy zapłacili za nie niekiedy 45% taniej, niż wynosiła ich wartość szacunkowa. W marcu tego roku w kolejnym ogłoszonym przez syndyka przetargu sprzedano dwa samochody osobowe, wywrotkę i ciągnik siodłowy.
Za uzyskane kwoty syndykowi udało się spłacić bieżące koszty, w tym te obejmujące odprawy i odszkodowania dla pracowników, z którymi syndyk rozwiązał umowy o pracę. Do spłaty pozostało jeszcze wiele zobowiązań powstałych przed ogłoszeniem upadłości Dromilu. Zadłużenie spółki względem wierzycieli nadal wynosi ok. 2 mln zł, mimo że nie wszystkie wierzytelności zostały przez syndyka uznane i nie wszyscy wierzyciele zgłosili swoje roszczenia. Uzyskane pieniądze ze sprzedaży majątku są dzielone według kategorii, która oznacza jednocześnie kolejność ich spłaty. Wierzyciele handlowi, których jest zdecydowana większość, zostali umieszczeni w kategorii IV. Do tej pory syndyk wypłacił wierzycielom w sumie ok. 700 tys. zł, w tym kwota ok. 100 tys. zł wypłacona została wierzycielom handlowym, ok. 400 tys. zł bankowi PKO, a pozostała takim instytucjom jak ZUS, Urząd Skarbowy oraz FGŚP. W przypadku Dromilu o stopniu zaspokojenia wierzycieli handlowych z pewnością zadecyduje cena uzyskana ze sprzedaży działki w Miliczu. Już teraz jednak wiadomo, że ze sprzedaży majątku nie uda się zaspokoić wszystkich wierzycieli spółki. Syndyk planuje zakończyć postępowanie upadłościowe powiatowej spółki Dromil do końca tego roku.

PGK i sprawa Żmigrodu

Email Drukuj PDF

Od dwóch miesięcy pustkami świeci plac budowy kanalizacji w Żmigrodzie. PGK wypowiedziało umowę nierzetelnemu wykonawcy tej inwestycji – firmie Energopol Południe z Sosnowca. Miasto będzie rozkopane przynajmniej do końca tego roku, bo tyle potrwa procedura wyłonienia nowego wykonawcy. Burmistrz Żmigrodu Robert Lewandowski winę za taki stan rzeczy próbuje przypisać spółce PGK, wiele wskazuje jednak na to, że sam nieźle w sprawie namieszał.
W 2011 roku PGK „Dolina Baryczy” jako inwestor budowanej za unijne pieniądze na terenie trzech gmin kanalizacji wyłoniło w przetargu wykonawcę etapu żmigrodzkiego inwestycji. Została nim firma Energopol Południe z Sosnowca, która do końca 2012 roku za blisko 23 mln zł brutto (w tym ponad 11,2 mln zł to dotacja unijna) miała wybudować sieć kanalizacyjną w Żmigrodzie. Miała, ale nie wybudowała. Od dwóch miesięcy miasto jest rozkopane i podziurawione, a sprzętu i robotników na placu budowy ani widu, ani słychu.

Firma, która walczy o życie
Jak mówi prezes PGK Zbigniew Węgrzyn, firma Energopol Południe okazała się bardzo nierzetelnym wykonawcą i dopuściła się wielu nieprawidłowości w realizacji kontraktu, w tym powstania opóźnień w płatnościach. – 28 marca wypowiedzieliśmy Energopolowi umowę kontraktową i obecnie zlecona jest inwentaryzacja wykonanych do tej pory przez tę firmę prac w Żmigrodzie. Następnie przejmiemy plac budowy i konieczne będzie rozpoczęcie procedury przetargowej w celu wyłonienia nowego wykonawcy, który ukończy ten etap inwestycji – mówi prezes Węgrzyn. Jak dodaje, całość operacji może zająć 6–8 miesięcy, a to oznacza, że przez ten czas mieszkańcy Żmigrodu będą zmuszeni poruszać się po już rozkopanym mieście. – Energopol ma poważne kłopoty zarówno w Żmigrodzie, jak i w Oławie, skąd został wyrzucony z budowy i sprawa trafiła do sądu. Ta firma po prostu walczy dziś o życie – stwierdza Węgrzyn. Potwierdzeniem tych słów może być fakt, że na kilka dni przed wypowiedzeniem umowy z funkcji wiceprezesa Energopolu zrezygnował Ryszard Nawrat (swego czasu wojewoda dolnośląski), uzasadniając swoją decyzję sprawami osobistymi.

Niedobre spółki spoza spółki
Jest jeszcze jedna odsłona żmigrodzkiego problemu. Do całej sytuacji w pewnej mierze przyczynił się również burmistrz Żmigrodu Robert Lewandowski. Okazuje się bowiem, że w ubiegłym roku w procedurze przetargowej (zdaniem niektórych robionej pod konkretną firmę), wyłonił on wykonawcę modernizacji sieci wodociągowej teletechnicznej, którym okazał się również Energopol. – Burmistrz nie skonsultował się w tej sprawie z nami, nie było żadnego porozumienia, po prostu wyszedł z założenia, że za jednym zamachem i dużo, dużo taniej zrobi własną gminną inwestycję – mówi Węgrzyn, podkreślając, że kontrakt na budowę kanalizacji przewiduje przywrócenie nawierzchni dróg gminnych do stanu sprzed rozpoczęcia inwestycji i jest to finansowane z unijnej dotacji, a więc gmina nie musiałaby z tego tytułu ponosić kosztów. – Ja rozumiem, że wykorzystanie faktu rozkopanych dróg do przeprowadzenia jednocześnie własnej gminnej inwestycji jest logiczne, tylko nie mogę zrozumieć, jak to jest w sytuacji, gdy obie inwestycje – naszą za dotację unijną i gminy Żmigród – prowadzi ta sama firma. Burmistrz Lewandowski nie porozumiał się w tym zakresie z PGK, mimo że jest wspólnikiem spółki reprezentującym w niej swoją gminę. To kompletny brak wyobraźni – stwierdza Węgrzyn. Jak dodaje, szybko okazało się, że Energopol, mimo iż przyjął na swoje barki dużo większy zakres niż tylko budowa sieci kanalizacyjnej, nie zwiększył potencjału robotników i na placu budowy nie przybyło nowych ekip. Tym samym mieszkańcy Żmigrodu coraz częściej zaczęli widywać puste, rozkopane miejsca w mieście, gdzie trwała kompletna cisza i nie było widać pracujących ludzi. Do tego prowadzenie na jednym placu budowy dwóch inwestycji powodowało często wzajemne blokowanie się.
Dziś Lewandowski chce mediacji i zażądał w tej sprawie zwołania nadzwyczajnego zgromadzenia wspólników spółki PGK, które odbędzie się 9 maja. Na posiedzeniu tym omawiany będzie również jeszcze jeden problem, jaki ma spółka, a mianowicie sprawa Sławoszowic.
dsc_0021

Strona 72 z 203