Sytuacja w Zespole Szkół Leśnych w Miliczu zmienia się jak w kalejdoskopie. W środę 9 listopada przed południem w szkole znienacka pojawił się pracownik milickiego starostwa Dariusz Duszyński wraz z prawnikiem, a po południu doszło do niemal „siłowego" przejęcia dyrektorskiego fotela, ponieważ Justyna Żarczyńska przejmowała gabinet w asyście policji i Dariusza Duszyńskiego. Dzień wcześniej, we wtorek 8 listopada, odwołano ze stanowiska dyrektor Janinę Smolińską i powołano w jej miejsce Justynę Żarczyńską. Tego samego dnia o godzinie 10:30 w auli Zespołu Szkół Leśnych w Miliczu odbyła się Rada Pedagogiczna zwołana w trybie nagłym przez dotychczasową dyrektor Janinę Smolińską. W spotkaniu oprócz nauczycieli wzięli udział również przedstawiciele Ministerstwa Środowiska: dyrektor Departamentu Leśnictwa Krzysztof Janeczko oraz naczelnik Wydziału ds. Nieruchomości i Prawodawstwa Leśnego w Departamencie Leśnictwa Małgorzata Kacprzycka-Skrocka. Z informacji uzyskanych od Ministerstwa Środowiska wynika, że przyczyną odwołania Janiny Smolińskiej ze stanowiska dyrektora Zespołu Szkół Leśnych w Miliczu było m.in. niecelowe i nieefektywne wydatkowanie środków publicznych, brak współpracy z organem prowadzącym, nadzorem pedagogicznym, Radą Rodziców i zakładowymi organizacjami związkowymi oraz wszczęcie przez rzecznika dyscyplinarnego przy wojewodzie dolnośląskim postępowania wyjaśniającego, dotyczącego popełnienia czynów stanowiących uchybienie godności zawodu lub obowiązków nauczyciela. Działania te przyczyniły się do utraty zaufania przez organ prowadzący, co uniemożliwia dalszą prawidłową współpracę ze szkołą.
Siłowe przejęcie władzy w ZSL-u
Komentarze (1)
1piÄ…tek, 11 listopada 2011 00:38
jack the ripper
problemy tej szkoły zaczęły się w momencie, gdy pan mroziński zwracając ją pod skrzydła ministerstwa poczuł, że stał się jej właścicielem, a odchodząc do ministerstwa postanowił nadal podejmować decyzje (rękoma innych) jej dotyczące. niestety bezgranicznie zaufało mu kilka osób. osób, bez wątpienia oddanych szkole, lecz które przez rozpamiętywanie drobnych animozji doprowadziły do wszechwojny - wciągając w to kolejnych coraz to młodszych nauczycieli, a co najgorsze uczniów. . . w pewnym momencie nikt nie pamiętał już o panu mrozińskim, pamiętał już tylko o zachowaniu kontroli . . . i tak wszytko skupiło się (czyt. skończyło się) na p. smolińskiej - być może nie świadomej faktu, że im głębiej w las tym więcej drzew. mam tylko nadzieję, że grono dojdzie do porozumienia, a uczniowie, którzy w ciągu 4 lat doświadczyli 4 (może 5 dyrektorów) nie będą dorastać w poczuciu, że niedługo będą musieli co innego mówić, a co innego robić.




