Tygodnik Milicki

Blisko Ciebie, blisko Twoich spraw

Krośnice

Rozmowa z Dariuszem Stasiakiem, sekretarzem gminy Krośnice

Email Drukuj PDF

Tragiczna, samobójcza śmierć radnej Małgorzaty Powszek w powiązaniu z protestem mieszkańców przeciwko instalacji utylizacji odpadów wywołała niezwykle przykrą i trudną sytuację w gminie. Jak pan się do tego odniesie?
To rzeczywiście sytuacja kryzysowa, choć nie sama śmierć śp. radnej Powszek ten kryzys wywołała, ale raczej okoliczności – zarówno te obiektywne, jak i subiektywne – towarzyszące temu tragicznemu zdarzeniu. Mam tu na myśli zarówno organizację spotkań z mieszkańcami w sprawie instalacji przetwarzania odpadów komunalnych, których śp. pani radna była inicjatorką, jak i samą śmierć radnej, którą pewna grupa motywowana mało szlachetnymi pobudkami próbuje kojarzyć z tymi spotkaniami czy szerzej protestem mieszkańców.

Pan, jak rozumiem, tych okoliczności ze sobą nie kojarzy?
Pani radna Powszek stała w opozycji wobec wójta i większości Rady Gminy Krośnice. Była wyjątkowo konsekwentna i nie przejawiała ponadnormatywnych emocji tak w formułowaniu zrzutów, jak i w ich odbiorze. W działalności publicznej, a tylko w takim zakresie ją znałem, była osobą wyjątkowo racjonalną. Pomysł forsowany przez niektóre osoby i kręgi polityczne, jakoby jej śmierć miała związek z przebiegiem sesji, która odbyła się dzień wcześniej, ja osobiście odbieram jako przejaw braku szacunku dla osoby i pamięci pani Powszek. Takie postawienie tej sprawy w rzeczywistości pozbawiałoby działania pani radnej jakiejkolwiek racjonalności. Sesje i komisje to czas dyskusji, a uczestniczą w nich ludzie świadomi wykonywanej roli.

Co zatem się stało?
Nie wiem i nie zamierzam szukać odpowiedzi. Jeżeli pani radna nie pozostawiła odpowiedzi na to pytanie, to jej najświętszym prawem i przejawem szacunku dla jej pamięci jest, aby ta odpowiedź pozostała jej tajemnicą. Życzenie zmarłej osoby winno być świętością szanowaną przez ludzi jako tako przyzwoitych. Oczywiście z takiego podejścia wyłączony jest prokurator.

Wiele osób śmierć śp. radnej Powszek wiąże z pańską osobą. Uważa pan tych ludzi za nieprzyzwoitych?
Tak.

Pańscy przeciwnicy polityczni używają bardzo ostrych sformułowań. W ostatnim „Głosie Milicza” ukazało się oświadczenie milickiego PiS-u zatytułowane „Testament śp. Małgorzaty Powszek”.
Na to nie ma słów. Proszę sobie wyobrazić bliskich pani radnej, którzy biorą do ręki GM i czytają tytuł tego oświadczenia, tj. testament... Należy rozumieć, że Małgorzata Powszek pozostawiła testament działaczom milickiego PiS-u, o czym bliscy dowiadują się z „Głosu Milicza”. Redakcja sama powinna to poprawić, chyba że milicki PiS jest rzeczywiście w posiadaniu testamentu śp. pani radnej, o co redakcja wina zapytać. W takiej sytuacji precyzja słowa to fundament wiarygodności. Czy pod tak sformułowanym tytułem może być coś wiarygodnego? Czy w ogóle ludzie z milickiego PiS-u mają prawo używać słowa „testament”, czyli „ostatnia wola”, stawiając się wbrew tej woli? To przecież pan Łabuda w ostatnim pożegnaniu cytował śp. radną, która prosiła go, żeby nie robić z tego sprawy politycznej. Panu Januszowi i milickiemu PiS-owi w jego osobie wypada pogratulować uszanowania woli zmarłej, choć faktem jest, że pod politycznym oświadczeniem podpisany jest już nie pan Janusz, ale tylko milickie PiS. Proszę, zakończmy temat tez formułowanych przez politruków, których z polityką łączy jedynie przedrostek „polit”.


Ksiądz Andrzej Buryła podczas mszy żałobnej powiedział, że ma wątpliwości co do śmierci Gosi i że to pozostanie dla nas tajemnicą, sugerując tym samym, że śledztwo zostało poprowadzone pobieżnie. Zgadza się pan z takim stanowiskiem?
Zgadzam się z nim w pełni. Prokurator wobec formułowanych publicznie zarzutów dogłębnie winien zbadać sprawę nie tylko potencjalnego, bezpośredniego udziału osób trzecich, ale ewentualnej presji, jaką na panią radną w jej działalności publicznej mógłby ktokolwiek wywierać. Po powrocie z urlopu wójt, a w najbliższy poniedziałek ja, zamierzamy w tej sprawie skierować wniosek do prokuratury o zbadanie wszelkich potencjalnych aspektów tej dramatycznej decyzji. Bilingi, maile, spotkania, w jakich uczestniczyła śp. Radna, i to nie tylko te publiczne, winny być poddane ocenie pod kątem ewentualnego, choć zapewne nie bezpośredniego wpływu osób trzecich na to tragiczne zdarzenie. Co do reszty wystąpienia powiem tylko, że to była msza żałobna, oczywiste rozgoryczenie, żal i wątpliwości będące tej śmierci skutkiem. Ksiądz Andrzej Buryła od zawsze jest człowiekiem głęboko zaangażowanym w życie publiczne, co należy cenić.

Ksiądz Stanisław Padewski, przyjaciel rodziny, podczas mszy powiedział m.in.: „Jeśli kogoś będziemy obwiniać, to zacznijmy od siebie”, dodając, że niewiele można dodać wobec majestatu śmierci. Jak pan skomentuje te słowa?
Nie byłem na pogrzebie pani Małgorzaty Powszek, więc nie znam kontekstu tej wypowiedzi, choć oczywiście intuicyjnie go wyczuwam i akceptuję. Każdemu słowu można nadać kontekst pozytywny, jak i negatywny. Te słowa to dla mnie przejaw odpowiedzialności osoby publicznej – kapłana – za kondycję społeczności, która wobec tragicznej okoliczności poszukuje odpowiedzi na trudne pytania. Zapewne ten ksiądz też ma wątpliwości, ale nie rzuca kamieniem tak wprost, jak i poprzez aluzję, bo wie, że nie należy do tych, którzy rzucać mają prawo pierwsi, bo takich po prostu nie ma. Jestem pełen najwyższego szacunku dla takich ludzi jak ksiądz. Dodam, że dla słów i postawy najbliższych śp. radnej Powszek również.

Ponad 1600 mieszkańców gminy Krośnice podpisało się pod protestem i zażądało kategorycznego zaprzestania wszelkich działań mający na celu budowę instalacji przetwarzania oraz segregacji odpadów, a także budowę jednostek wytwarzania odnawialnych źródeł energii. Protest ten trafił już do Urzędu Gminy, a także m.in. do firmy Vacat Energia. Jakie będą dalsze losy tej inwestycji?
Mamy już odpowiedź firmy Vacat Energia na ten protest w zakresie jego pierwszej części, tj. instalacji przetwarzania odpadów komunalnych. Firma zamknęła temat jakichkolwiek rozmów. Wczoraj otrzymałem taką informację telefonicznie w odpowiedzi na przesłaną firmie treść protestu. Nie było, nie ma i nie będzie tej inwestycji, nie ma o czym mówić. Warto jednak pamiętać o 40 miejscach pracy, wpływach podatkowych, taniej energii cieplnej i tańszym odbiorze śmieci dla krośnickich gospodarstw domowych, których też nie będzie.

Protest dotyczy jednak również zupełnie innej inwestycji, o której w gminie toczyły się rozmowy, a która nie ma nic wspólnego z przetwarzaniem odpadów komunalnych, czyli potocznie rzecz ujmując, że śmieciami. Chodzi o zgazowywanie biomasy, na które wójt wydał już decyzję środowiskową.
Owo „zgazowywanie biomasy”, którą to inwestycję jakby po drodze już w trakcie zbierania podpisów pod „spalarnią” dopisano do ostatecznej treści protestu, o czym – jak myślę – większość podpisujących raczej nie wiedziała, to technologia znana i stosowana już w okresie II wojny światowej. Wówczas ze względu na kryzys paliwowy wykorzystywano ją do napędzania pojazdów samochodowych. To po prostu tzw. holz gaz, czyli inaczej gaz drzewny, powstający w procesie zgazowywania wyłącznie odpadów drewna (polecam artykuł pod adresem http://www.drewnozamiastbenzyny.pl/jakie-drewno/ ). To inwestycja, która po wszelkich możliwych analizach została zakwalifikowana do kategorii odnawialnych źródeł energii, dzięki czemu otrzymała dotację unijną. Regionalny dyrektor ochrony środowiska wydał dla niej oświadczenie o braku oddziaływania na obszar Natura 2000, a w Obornikach Śląskich niejaki pan Budas, będący radnym, doprowadził do upadku przedsięwzięcia będącego szczytem dbałości o środowisko i żyjących w nim ludzi. To technologia zagospodarowująca duże ilości drewnianych odpadów tartacznych występujących na naszym terenie i dająca możliwości komercyjnej uprawy choćby wierzby energetycznej. Bardziej szkodliwy jest jeden domowy piec spalający drewno w naturalny sposób, nie mówiąc już o węglu czy też powszechnie spalanych w wielu polskich domach odpadach, niedających się zutylizować domowymi sposobami, jak choćby tzw. pety, z których dioksyny wchłaniamy w dużych ilościach w szczególności podczas jesiennych spacerów. Mamy taką oto sytuację, że ktoś krzyknął „spalarnia”, co – najdelikatniej rzecz ujmując – nie jest prawdą. Pod tym hasłem zbierano podpisy, a dzisiaj organizatorzy tej akcji do listy podpisów bez żadnego argumentu dorzucają, jak się okazuje, już nie spalarnię, ale dwie zupełnie różne inwestycje, niemające ze sobą nic wspólnego i niemające nic wspólnego ze spalaniem śmieci. Co więcej, jedna z nich w ogóle nie dotyczy przetwarzania śmieci. 


To śp. radna Małgorzata Powszek po raz pierwszy publicznie użyła sformułowania „chcą nam wybudować spalarnię”. Zatem obwinia pan ją za zaistniałą sytuację?
Jak już wcześniej powiedziałem, uważałem śp. radną Powszek za osobę wyjątkowo racjonalną w działalności publicznej. To, że jako pierwsza użyła sformułowania „spalarnia” nie oznacza moim zdaniem, że w tym przekonaniu odeszła. Uważam wręcz, że pani radna przeszła ewolucję poglądów na temat tej inwestycji i – mówiąc wprost – zdała sobie sprawę, że nie może być mowy o spalarni. Tym niemniej akcja pewnej grupy ludzi zdeterminowanych walczyć z Mirosławem Drobiną w każdych okolicznościach była już nie do zatrzymania.


Sprawa samobójczej śmierci śp. Małgorzaty Powszek znalazła okrutny rekonesans na blogu pana politycznego przeciwnika – starosty Piotra Lecha. Znalazły się tam niewybredne słowa mówiące o pana roli w tym dramacie, dostało się też radnym, którym starosta zarzucił doprowadzenie do patologii i, choć nie wprost, do śmierci pani Powszek, pytając retorycznie o to, gdzie byli gdy…
Proszę mi wierzyć, że traktując sprawę najpoważniej, jak potrafię, uważam, że Piotr Lech potrzebuje pomocy, a jego teksty są niczym innym, jak o tę pomoc głośnym wołaniem. Obawiam się jednak, że jakiejkolwiek terapii by nie zastosowano, to tego, co jest przyczyną stanu Piotra Lecha, czyli kompleksów głęboko determinujących jego myśli, słowa i czyny, uleczyć się po prostu nie da.


Nazywa pan społeczność warchołami? Zarzuca to panu tak Piotr Lech, jak i „Głos Milicza”, cytując jego wypowiedź czy choćby pisząc o tym w materiale dotyczącym zakończenia kanalizacji w Łazach.
Pani doskonale wie, że nie. Mnie można nie lubić, nie znosić, ale mało kto chyba uważa mnie za idiotę, a tylko idiota może nazwać warchołami społeczność, dla której pracuje. Moja wypowiedź, w której użyłem sformułowania „kilku warchołów”, już choćby z racji tego „kilku” nie może dotyczyć społeczności. Wywrócenie inwestycji w Łazach do góry nogami dokonało się dzięki kilku ludziom działającym wbrew interesowi publicznemu i na rzecz własnego. W części byli to przyjezdni, którzy losem mieszkańców tej gminy interesują się w najgorszym momencie, tzn. w okresie jakiegoś kryzysu, z czym mamy do czynienia i tym razem. To jest warcholstwo motywowane politycznie i tylko takie miałem na myśli.

Jednym z zarzutów, jakie stawiają oponenci w sprawie instalacji przetwarzania odpadów, jest próba ukrycia tematu zarówno przez pana, jak i wójta. Co panowie chcieli ukryć?
Wójt reprezentuje gminę na zewnątrz, a więc w relacji z wszelkimi podmiotami zewnętrznymi. Nieruchomościami gminy gospodaruje wójt zgodnie z ustawą o gospodarce nieruchomościami i w jej granicach. Do kogo jako pierwszego przychodzą inwestorzy? Oczywiście do wójta, taka jest naturalna kolej rzeczy w każdej gminie. W zakresie inwestycji zgodnych z MPZP wójt gospodaruje samodzielnie, bo to jego prawo, ale i obowiązek, stąd też podjęte dotychczas decyzje w sprawie instalacji zgazowania drewna (SAVI) są w pełni zgodne z prawem i planem zagospodarowania przestrzennego, uchwalonym w 1998, jak i aktualnym. W tej sprawie do pana Mierzwy, który publicznie stwierdził, że w procesie wydania decyzji środowiskowej doszło do „rażącego naruszenia przepisów”, zostanie w najbliższych dniach wystosowane pismo z żądaniem sprostowania tej wypowiedzi, która ukazał się w GM. W zakresie relacji z firmą Vacat samodzielna rola wójta skończyła się po podpisaniu listu intencyjnego, o którego zamiarze podpisania poinformował radnych. Listu, który wykluczał powstanie jakiegokolwiek zobowiązania po obu stronach. On tylko tworzył warunki do dalszych rozmów, a na podstawie obecnie obowiązującego planu nie było możliwości zrealizowania tej inwestycji. Chciałbym zwrócić uwagę, że wójt o taką zmianę nie występował.

Myślę, że niektórym trudno będzie w to uwierzyć…
A jednak. W tej sprawie nie ma nic więcej do powiedzenia, a ci, którzy wietrzą w tym jakiś spisek, wietrzą go we wszystkim od lat. Są to zawsze ci sami ludzie, a czasami środowiska polityczne. Wyzywają, obrzucają obelgami i oczekują marsowej miny po naszej stronie, doprowadzając samych siebie do zachowań poniżej wszelkiej krytyki.
I jeszcze jedno – żeby zrealizować tego rodzaju inwestycję, inwestor musi uzgodnić przedsięwzięcie z olbrzymią liczbą instytucji, również tych, które służą ochronie środowiska. Założenie, że można dziś realizować cokolwiek bez tych uzgodnień, na które wójt gminy nie ma żadnego wpływu, i bez konsultacji społecznych, na które przyszedłby czas na etapie sporządzania obowiązkowego dla tego rodzaju inwestycji raportu oddziaływania na środowisko (o ile w ogóle inwestor wykazywałby dalsze zainteresowanie), trąci brakiem elementarnej wiedzy, po prostu skrajną ignorancją. Tak więc nikt niczego nie ukrywał i nie była to spalarnia, co pokazuje, jak absurdalne zarzuty zostały postawione oraz jak bardzo nagięto i wypatrzono rzeczywistość dotyczącą działań wójta i moich w tej sprawie.

Nowi pracownicy krośnickiego urzędu

Email Drukuj PDF

W Urzędzie Gminy w Krośnicach zatrudnienie znalazło trzech nowych pracowników. Referentami ds. promocji turystycznej zostali Ilona Śmigaj i Krystian Okoń, a referentem ds. informacji turystycznej – Kalina Krężlewicz.
Wyboru urzędników dokonała komisja w składzie: wójt Mirosław Drobina, wicewójt Witold Sitarski oraz sekretarz Dariusz Stasiak. Trzech nowych urzędników wykazało się najlepszymi kwalifikacjami na tle pozostałych kandydatów i najlepiej wypadli podczas rozmów z członkami komisji. Ilona Śmigaj z Krośnic i Krystian Okoń z Bukowic będą referentami ds. promocji i informacji turystycznej, z kolei Kalina Krężlewicz pracować będzie na stanowisku referenta ds. informacji turystycznej. Każdy z nowych urzędników będzie pełnił funkcję w pełnym wymiarze etatowym. Nabór zakończony został w czwartek 25 lipca.

Wielki dramat i protest mieszkańców

Email Drukuj PDF

W piątek 26 lipca o godz. 11:00 w kościele parafialnym w Krośnicach odbył się pogrzeb śp. radnej Małgorzaty Powszek. Krośnicka radna targnęła się na swoje życie w piątek 19 lipca przed południem. Tego samego dnia w gospodarstwie agroturystycznym Ireneusza Tatarka w Policach odbyło się spotkanie mieszkańców protestujących przeciwko budowie pod Policami zakładu przetwarzania odpadów komunalnych.

Ciało radnej Małgorzaty Powszek w lesie między Wałkową a Wąbnicami znalazł mieszkaniec Wierzchowic, który tego dnia wybrał się na grzyby. Badający sprawę prokurator wykluczył działanie osób trzecich. Nieznane są do końca powody tej niespodziewanej samobójczej śmierci. Z naszych informacji wynika, że radna leczyła się od jakiegoś czasu na depresję, ale oczywiste jest, że ten tragiczny czyn wstrząsnął opinią publiczną. Wywołał też lawinę oskarżeń, pomówień i niezwykle ostrych słów kierowanych pod adresem krośnickich samorządowców – wójta Mirosława Drobiny, sekretarza Dariusza Stasiaka i większości radnych. Małgorzata Powszek (radna PiS-u) odebrała sobie bowiem życie dzień po nadzwyczajnej sesji Rady Gminy, w trakcie której doszło do burzliwej dyskusji na temat spotkania z mieszkańcami, którego śp. radna Powszek była organizatorką. Pod jej adresem padło wiele pretensji ze strony wójta Mirosława Drobiny i sekretarza Dariusza Stasiaka, którzy mieli jej za złe fakt zwołania zebrania bez pełnej wiedzy o jego przedmiocie. Chodziło o spotkanie w krośnickim CETS-ie 8 lipca, w którym uczestniczyło bardzo wielu mieszkańców. Usłyszeli oni wówczas od organizatorki, że gmina „za plecami” chce wybudować im spalarnię śmieci. Spotkanie było niezwykle burzliwe, pełne emocji, wyklaskiwania i rzucania wulgarnych epitetów w stronę wójta i sekretarza. We wrogiej i pełnej buntu atmosferze trudno było cokolwiek wytłumaczyć i w jakikolwiek sposób wyciszyć emocje.

Śp. Małgorzata Powszek niewątpliwie mocno przeżyła stawiane jej w związku z tym w trakcie sesji zarzuty o manipulację i działalność na rzecz własnych partykularnych interesów. Była jednak radną zawsze stojącą w opozycji do działań wójta i sekretarza, niezwykle konsekwentną w swoich działaniach, i nie było to jej pierwsze starcie z krośnickimi włodarzami. Więc czy ktokolwiek mógł przewidzieć bieg mającego nadejść tragicznego wydarzenia.

Spotkanie w cieniu żałoby

Następnego dnia po głośnej już w Krośnicach sesji, w dniu samobójczej śmierci radnej, odbyło się spotkanie przeciwników budowy instalacji przetwarzania odpadów komunalnych w Policach. Przybyłych na nie blisko 200 mieszkańców minutą ciszy uczciło pamięć śp. Małgorzaty Powszek, a całe spotkanie odbywało się w cieniu tej niespodziewanej tragedii. Nie zabrakło ogromnych emocji i ostrych oskarżeń. – To jest gnojenie ludzi, to jest doprowadzenie osoby do takiego stanu, że po prostu nie wytrzymuje psychicznie – mówiła jedna z uczestniczek spotkania Iwona Trzcińska i dodawała: – Państwo radni, mam nadzieję, iż nie zostawicie tego tak i że wyciągniecie z tej lekcji jakieś wnioski. Bo macie, panie i panowie, krew na rękach. Czy będziecie mogli z tym żyć? – pytała pełna emocji kobieta. Z ogromnym wzruszeniem o nieżyjącej radnej mówiły m.in. była radna Anna Wietrzyńska, a także jej koleżanka z opozycyjnej ławy w Radzie Gminy Maria Skibińska. – Małgosia była wspaniałą koleżanką. Była też moją przyjaciółką. Miałyśmy jeszcze tak wiele do zrobienia. Wczorajszy dzień był dla niej dużym przeżyciem. Dostała po głowie od naszych władz, więc wcale się nie dziwię, że tak silnie to odebrała – mówiła ze ściśniętym gardłem M. Skibińska, podkreślając, że nie jest w stanie już nic więcej powiedzieć.

Protestujący chcą referendum

Gospodarzem spotkania w Policach był sołtys wsi Zbigniew Marciniak wraz z Radą Sołecką. Wśród uczestników znalazło się też pięciu krośnickich radnych: przewodniczący rady Janusz Dziekan, wiceprzewodnicząca Zofia Adamus, Maria Skibińska, Piotr Morawek i Rafał Staniecki. Nie przybył natomiast wójt Mirosław Drobina, co zostało mocno skrytykowane przez uczestniczących w spotkaniu mieszkańców. Z zaproszenia skorzystał natomiast radny Łukasz Budas z Obornik Śląskich, gdzie całkiem niedawno udaremniono firmie Savi wybudowanie zakładu wytwarzającego energię elektryczną i ciepło poprzez proces zgazowywania biomasy. Jak informował obornicki radny, gdy nie udało się wybudować zakładu w Obornikach, firma Savi starała się o zlokalizowanie tej inwestycji na terenie gminy Żmigród. W obu gminach burmistrzowie zażądali od firmy kosztownego raportu oddziaływania na środowisko, tymczasem – jak podkreślał Ł. Budas – wójt Krośnic bez niczego wydał decyzję środowiskową w sprawie pozwolenia na zgazowywanie biomasy na terenie działek pod Policami. Przewodniczący rady Janusz Dziekan podkreślał, że władze gminy Krośnice, radni oraz mieszkańcy przez wiele lat budowali wizerunek ekologicznej, turystycznej gminy. – Dlatego żadna instalacja czy też zakład, który będzie przerabiał odpady komunalne w tej gminie, mi po prostu nie pasuje. Jestem przeciwny tej inwestycji – stwierdził Dziekan. W tym samym tonie wypowiedziała się wiceprzewodnicząca rady Zofia Adamus oraz niemal wszyscy kolejni zabierający głos uczestnicy spotkania. Wielu z nich w emocjonalnych i niewybrednych słowach wyrażało się o krośnickich włodarzach. – Oto co nam oferuje wójt Drobina – mówiła jedna z mieszkanek Krośnic, nakładając na twarz przyniesioną przez siebie maskę gazową, i dodała: – Właściwie to Stasiak oferuje, bo to on planuje, a wójt podpisuje, nie wiedząc nawet co – mówiła zdenerwowana krośniczanka. Odniosła się też do zadłużenia gminy. – Myśmy tego nie zrobili. Niech wójt ze Stasiakiem to spłacają. Niech żyją tak jak ja za 1122 zł, a za resztę niech spłacają długi – stwierdziła dobitnie, za co otrzymała gromkie brawa.

Po półtoragodzinnej, momentami burzliwej dyskusji okazało się, że wszyscy biorący udział w spotkaniu mieszkańcy są przeciwni budowie instalacji przetwarzającej odpady komunalne, wszyscy są za przeprowadzeniem w gminie referendum w tej sprawie, wszyscy też są za zwołaniem referendum w sprawie odwołania wójta Mirosława Drobiny.

Fundusz sołecki w gminie Krośnice

Email Drukuj PDF

Informacja wójta gminy Krośnice Mirosława Drobiny o wysokości kwot funduszu sołeckiego dla poszczególnych sołectw na 2014 rok

 

l.p.

nazwa sołectwa

Wysokość funduszu sołeckiego

1

Brzostowo i Brzostówko

14 550,99

2

Bukowice I

27 454,66

3

Bukowice II

22 018,67

4

Czarnogoździce

10 213,15

5

Czeszyce

9 005,14

6

Dąbrowa

9 993,51

7

Dziewiętlin

9 169,87

8

Grabownica

11 393,70

9

Kotlarka

8 428,59

10

Krośnice

27 454,66

11

Kuźnica Czeszycka

13 754,80

12

Lędzina

9 664,05

13

Luboradów

7 687,32

14

Łazy

21 551,94

15

Pierstnica

20 700,84

16

Police

8 620,78

17

Stara Huta

10 981,88

18

Suliradzice

10 707,33

19

Świebodów

12 656,62

20

Wąbnice

8 703,14

21

Wierzchowice

26 713,42

22

Żeleźniki

9 773,87

Razem

311 198,94

Tysiące amatorów wąskotorówki

Email Drukuj PDF

Rozmowa z Marcinem Cichowiczem, kierownikiem Referatu Krośnickiej Kolei Wąskotorowej

Dawid Wojciechowski: Od oficjalnego otwarcia Krośnickiej Kolei Wąskotorowej minęło już niespełna dwa miesiące. Jak wygląda frekwencja? Czy jest pan zadowolony z liczby osób, które skorzystały już z oferty krośnickiej kolejki?
Marcin Cichowicz: Frekwencja tygodniowa wynosi od jednego do półtora tysiąca osób. Od początku funkcjonowania kolejki odwiedziło nas już kilkanaście tysięcy gości, nie licząc oczywiście weekendu otwarcia, gdzie według naszych szacunków było około 6–7 tysięcy osób.

DW: Spodziewał się pan takich wyników? Rozczarowanie czy miłe zaskoczenie?
MC: Zakładaliśmy sobie, że przez pierwszy rok działania KKW odwiedzi nas kilkanaście tysięcy osób. Wydaje mi się, że za chwilę będziemy mogli mówić o wyrobieniu planu na te wakacje, a warto podkreślić, że sezon wciąż trwa. Mamy cały sierpień, a przy ładnej pogodzie liczymy na sporo grup szkolnych we wrześniu i październiku. Wszystko wskazuje na to, że będziemy mieli lepszy wynik, niż skromnie to sobie zakładaliśmy, a wiadomo też, że było drobne opóźnienie z otwarciem inwestycji. Ruszyliśmy pod koniec maja, a nie w połowie kwietnia. Przed otwarciem nie spodziewałem się takiego wyniku. Podczas dwudniowej imprezy byłem pod wrażeniem liczby gości, którzy nas odwiedzili, ale też podchodziłem do tego ostrożnie, bo – jak wiadomo – frekwencja przy tego typu imprezach zawsze jest większa.

DW: Zanim jeszcze nastąpiło oficjalne otwarcie wąskotorówki, impreza, która odbyła się 25 maja, była mocno nagłaśniana m.in. we Wrocławiu. Skąd najczęściej przyjeżdżają goście?
MC: Najczęściej – rzecz jasna – kolej odwiedzają mieszkańcy Krośnic, Milicza i całego powiatu. Mamy sporo gości z Wrocławia, ale też z Krotoszyna i z Wielkopolski. Największą odległość pokonali goście z Kołobrzegu, Warszawy, Chrubieszowa, ale to jak na razie pojedyncze przypadki. W środku tygodnia odwiedzają nas ludzie stąd, w weekendy gościmy ludzi z dalszych stron.

DW: Jak wyglądają plany uatrakcyjnienia terenu przy kolei wąskotorowej? Co ma tu jeszcze powstać, a co już powstało?
MC: Obecnie mamy już gotowe miejsce do biwakowania. Każdy chętny z namiotem może swobodnie się rozbić koło kolejki. Organizujemy ogniska dla grup młodzieżowych, animacje dla grup dziecięcych i młodzieżowych, oczywiście przed lub po przejażdżce kolejką. Mamy przygotowany otwarty plac, gdzie możemy organizować różne gry i zawody sportowe. Pozyskaliśmy dofinansowanie na plac zabaw i jeszcze w tym roku rozpocznie się jego budowa. Są również stawy, ale ta inwestycja nie została jeszcze zakończona.

DW: Więc w stawach pomiędzy pętlami kolejki będzie można się kąpać. Kiedy można spodziewać się pozwolenia na pływanie?
MC: Myślę, że jeszcze w wakacje uda nam się zdobyć wszystkie niezbędne pozwolenia i tym samym uruchomić stawy do użytku. To samo tyczy się wspomnianego placu zabaw, który prawdopodobnie będzie gotowy pod koniec tego sezonu.

DW: Jest pan kierownikiem od około trzech miesięcy. Jaki jest zakres pana obowiązków?
MC: Moje obowiązki nie dotyczą jedynie kolejki, ale również szerzej pojętej promocji gminy. Co do samej kolejki to jestem odpowiedzialny za stan sprzętu, organizację przejazdów, kierowanie całym zespołem. Z kolei w kwestii promocji odpowiadam za stronę internetową gminy i zamawiam różnego rodzaju materiały promocyjne Krośnic. Organizuję też imprezy wspólnie z Gminnym Zespołem Kultury i Bibliotek, a także schroniskiem młodzieżowym oraz wiele innych rzeczy, które mają na celu przyciągnąć do gminy wielu turystów.

DW: Jaka impreza odbędzie się w takim razie w najbliższej przyszłości?
MC: W Krośnicach zorganizowana zostanie impreza w ramach Dni Karpia, która odbędzie się 14 i 15 września. Tutaj, na terenie kolejki, uroczystości odbędą się w piątek 14 września. Przymierzamy się do zorganizowania pikniku kolejowego. Planujemy wówczas szereg niespodzianek, które będą czekały na przyjezdnych na terenie kolejki. Chcemy to jednak przeciągnąć i stworzyć imprezę trzydniową. W piątek nastawieni bylibyśmy głównie na uczniów szkół z gminy Milicz i gminy Krośnice, sobota i niedziela z kolei to już Dni Karpia.

DW: Licząc na ciepłą jesień, jest szansa, że sezon się wydłuży. Co planuje pan, kiedy cieplejszy okres już się zakończy? Czym Krośnicka Kolej Wąskotorowa chce przyciągnąć turystów zimą?
MC: Cały ten sezon jest już ciężki – częste zmiany pogody, ulewy przeplatające się z upałami. Chcielibyśmy pięknej jesieni. Zimą z kolei planujemy oprócz przejażdżek kolejką organizować również kuligi. Pragniemy otworzyć też lodowisko. Już teraz rozglądamy się za zakrytymi wagonikami, aby umożliwić kursowanie kolejki w trudniejszych warunkach, ale tego typu tabory trudno jest dostać w Polsce. Miejmy nadzieję, że pogoda jednak dopisze.

DW: Pochodzi pan z Gdańska. Długo zastanawiał się pan nad podjęciem pracy na drugim końcu Polski?
MC: Krośnice miałem okazję poznać już wcześniej. Współpracowałem z gminą od 2009 roku przy okazji ubiegania się o środki unijne. Miałem okazję być już tutaj kilkukrotnie wcześniej. Przyznam szczerze, że cała gmina mnie urzekła – czy to pod względem krajobrazu, czy infrastruktury, w której drzemie spory potencjał. Kiedy pojawiło się ogłoszenie na stanowisko kierownika, odbyła się w gronie rodzinnym mała narada, jak to ograć logistycznie. Sama decyzja została podjęta jednak dość szybko.
DW: Dziękuję za rozmowę.

Biogazownia to nie spalarnia

Email Drukuj PDF

W poniedziałek 8 lipca doszło do bardzo burzliwego spotkania władz gminy Krośnice z mieszkańcami Krośnic i Polic. Wulgaryzmy, krzyki, gwizdy – to wszystko z powodu planowanej inwestycji, którą mieszkańcy odebrali jako spalarnię śmieci, a ma być to de facto instalacja przetwarzania odpadów komunalnych, a prościej mówiąc – biogazownia.

Spotkanie odbyło się w sali widowiskowej CETS-u w Krośnicach, a jego inicjatorką była radna gminy Krośnice Małgorzata Powszek. W dyskusji wzięło udział bardzo wielu mieszkańców, a oprócz opozycyjnej radnej z PiS-u w sali zasiedli również inni członkowie rady: przewodniczący Janusz Dziekan, Rafał Staniecki, Maria Skibińska, Jerzy Chołodecki i Krzysztof Skrzypczyk.

Na samym wstępie Małgorzata Powszek wyjaśniła zebranym, że spotkanie zorganizowała po to, aby mieszkańcy dowiedzieli się o planach wójta co do budowy spalarni śmieci. Jak podkreślała gmina prowadzi w tym zakresie działania już od marca, a radni informację na ten temat otrzymali dopiero na sesji rady, która odbyła się 26 czerwca. - 1 lipca przesłano radnym materiały w sprawie spalarni śmieci. Nie jestem fachowcem. Być może jest to spalarnia, być może jest to inaczej nazwane. W każdym razie taka inwestycja jest pla nowana.Postanowiłam wykonać kilka telefonów i dowiedziałam się, że pierwsze kroki w tej sprawie wójt wykonał już w marcu tego roku. Dlaczego zatem dowiadujemy się o tym dopiero teraz? – pytała radna.

Nic przeciwko wam

Taki rodzaj inwestycji nieopodal Polic i Krośnic wzbudził wiele wątpliwości mieszkańców, którzy byli oburzeni, że wójt poczynił kroki w tej sprawie, nie informując wcześniej ludzi mieszkających w tych sołectwach. Zanim jednak zebrani mogli zadawać pytania, głos zabrał wójt Mirosław Drobina. Próbował on wyjaśnić, że nie chodzi o budowę spalarni śmieci, jak stwierdziła M. Powszek, lecz instalacji przetwarzania odpadów komunalnych. Spalany miałby być jedynie gaz, a powstała tańsza energia mogłaby zasilić Krośnice. – Funkcję wójta gminy Krośnice wykonywałem, wykonuję i będę wykonywał z wielką odpowiedzialnością, dbając przede wszystkim o interes gminy Krośnice i interes jej mieszkańców. Chciałbym pokreślić, że pewne działania, które są podejmowane, wymagają odpowiednich procedur. Rzeczywiście, 26 czerwca po sesji przekazaliśmy informacje o pewnych planach radnym, ale podkreślam, że jest to sprawa bardzo świeża i dynamicznie się rozwijająca – mówił wójt, co wzbudziło gwizdy i buczenie części mieszkańców. Mimo to wójt kontynuował. – 1 lipca przekazaliśmy każdemu radnemu ok. 60-stronnicowe materiały dotyczące tej inwestycji, a plakaty informujące o tym spotkaniu porozwieszanie zostały 3 lipca. Jego organizatorzy mieli zatem czas, aby zorientować się, że nie chodzi o spalarnię śmieci – podkreślał i dodał, że rozumie obawy mieszkańców, jednak nie dzieje się nic, co mogłoby przynieść jakieś negatywne konsekwencje. - Póki co podpisany mamy tylko niezobowiązujący list intencyjny, ale liczą się dla nas miejsca pracy, które tam mogą powstać – zakończył wójt. Wtedy na sali zawrzało. Dla części uczestników spotkania bowiem ok. 40 nowych miejsc pracy, wydało się mało znaczącą liczbą. – Nic przeciwko wam, kochani – skomentował krzyki z sali wójt.

Żale, pretensje, oskarżenia

W tym momencie głos próbował zabrać sekretarz gminy Dariusz Stasiak. – Czy państwo w ogóle wiece, o czym my tutaj rozmawiamy? – pytał sekretarz, któremu po chwili mikrofon odebrała prowadząca spotkanie M. Powszek i przekazała mieszkańcom. Jako jeden z pierwszych swoje żale wylał sołtys Polic Zbigniew Marciniak. – Panie wójcie, Police to mała miejscowość, ale budowane jest tam potężne gospodarstwo agroturystyczne, gdzie będzie hotel i restauracja. Ludzie będą tam jeździć, żeby odpoczywać, a pan chce budować 300 metrów dalej takie składowisko? – nie krył rozgoryczenia sołtys. – Jak mamy pana szanować, skoro nie jest pan z nami szczery, panie wójcie – dodał. Potem z sali popłynęły poważniejsze oskarżenia. Mikrofon przejął wieloletni antagonista gminnych władz Stanisław Kwiecień, który wprost nazwał samorządowców złodziejami. - Okradacie biednych ludzi! Sami zarabiacie po 15, 12 tysięcy złotych, a ludzie życją za 500 zł! - wykrzykiwał krośniczanin. Z kolei jedna z mieszkanek Polic wyrzucała wójtowi, że przez 20 lat gmina nie zrobiła w Policach żadnej inwestycji, a teraz chce pod nosem mieszkańców wybudowac spalarnię. W pewnym momencie, w ogolnym tumulcie, głos zabrał w końcu sekretarz Dariusz Stasiak, który poprosił jedną z pracownic CETS-u o przyniesienie dodatkowego mikrofonu. – Zakładam, że emocje powodują, że być może część z państwa w ogóle nie interesuje to, o czym my tak naprawdę mówimy. Mam jednak nadzieję, że olbrzymia większość państwa przyszła tutaj nie tylko po to, żeby pokrzyczeć i poklaskać, ale również po to, żeby się czegoś dowiedzieć – mówił sekretarz, co jeszcze bardziej podniosło i tak już gorącą temperaturę w sali i część mieszkańców próbowała go zakrzyczeć.

Nieprzekonani...

Mimo to Stasiak mówił nadal. - Widzę, że jest wiele spraw do wyjaśnienia i już teraz chcę zapewnić, że będzie spotkanie z przedstawicielami firmy Vacat Energia, o którym razem w wójtem poinformujemy państwa. Powiem jedną fundamentalną rzecz: mamy do czynienia z absurdalnym, obrzydliwym kłamstwem. Nie ma mowy o żadnej spalarni - podkreślał sekretarz i wyjaśniał, że w Polsce do tej pory nie istnieje ani jedna spalarnia śmieci. Jak tłumaczył, pomiędzy Policami a Krośnicami, na obszarze około jednego hektara dokonywałby się proces przetwarzania odpadów. Nie ma mowy o żadnym składowaniu. - A całe spalanie, o którym się tak głośno tu mówi, ma sprowadzać się do tego, że po procesie kompostowania i szybkiej beztlenowej fermentacji wytwarza się metan, czyli taki sam gaz, który składowany jest przez PNG Wierzchowice. Ten metan ma być spalany. Nic więcej – zapewniał sekretarz D. Stasiak.

Z jednej tony odpadów może powstać 120 m3 biogazu, czyli metanu, który zostałby przetworzony na energię. Z materiałów przygotowanych przez urząd gminy wynika, że koszt inwestycji przeprowadzonej przez firmę Vacat Energia to 96 mln złotych, a pracę znalazłoby tam ok. 40 pracowników. Poza tańszą energią, dodatkową korzyścią dla gminy Krośnice, byłyby kolejne spore wpłaty z tytuły podatku od nieruchomości. Zanim to jednak będzie mogło nastąpić, potrzebna jest zmiana planu zagospodarowania przestrzennego terenu pomiędzy Krośnicami a Policami. Wszystko zatem w rękach radnych, którzy stosowną uchwałę poddadzą pod głosowanie.

Przez kilkadziesiąt minut trwała jeszcze zagorzała dyskusja pomiędzy przedstawicielami gminy a mieszkańcami. Burzliwą wymianę zdań spokojnym tonem podsumowała dr Monika Gerc, która zaznaczyła, że należy docenić pomysł M. Powszek, by mieszkańcy mogli bezpośrednio od władz gminnych dowiedzieć się, jaka inwestycja jest planowana pod Policami. Podkreśliła, że gminni włodarze zrobili sporo dobrego dla gminy, jednak tą inwestycją trudno będzie przekonać do siebie mieszkańców.

Ostatecznie postanowiono, że odbędzie się spotkanie z przedstawicielami firmy Vacat Energia. Wójt gminy nie wyklucza przeprowadzeniu referendum w sprawie budowy instalacji przetwarzaniu odpadów komunalnych.

Smakowite i pełne atrakcji Święto Truskawki

Email Drukuj PDF

Kolorowo, truskawkowo, tanecznie, muzycznie i przede wszystkim bardzo smacznie – tak było na Święcie Truskawki, które odbyło się w sobotę 6 lipca w Pierstnicy. Organizacja pierwszego takiego święta zapoczątkowała cykl związany z tematyką tejże miejscowości, która chce być Wioską Truskawki.

Są zdrowe i smaczne, przepadają za nimi wszyscy. Pierstnica nazywana jest zagłębiem truskawek, gdyż na jej terenie znajduje się wiele plantacji truskawek. Prawie każdy mieszkaniec wioski posiada truskawki w swoim ogródku, a najwięksi plantatorzy, którzy uprawiają je na terenie Pierstnicy, pozwalają mieszkańcom i sąsiadom zarobić w sezonie przy ich zbiorach. To kolejna wioska w naszym powiecie, które postanowiła stworzyć wieś tematyczną. Osoby, które będą budować wieś tematyczną w ramach projektu Działaj Lokalnie w Dolinie Baryczy, otrzymali na ten cel dofinansowanie w kwocie 3,9 tys. zł. Są to aktywni mieszkańcy wsi: Rada Sołecka na czele z sołtys Grażyną Szymczyk, Koło Gospodyń Wiejskich ,,Pokolenie” oraz najmłodsi mieszkańcy Pierstnicy związani z Klubem 4H ,,Małe Truskaweczki”. W sobotnie popołudnie do świetlicy wiejskiej na pierwsze Święto Truskawki przybyli licznie mieszkańcy miejscowości, zaproszone ościenne sołectwa oraz przewodniczący Rady Gminy Krośnice Janusz Dziekan. Organizatorzy zapewnili uczestnikom wiele atrakcji, w tym między innymi występy artystyczne, konkursy, prezentacje i degustacje produktów z truskawki, a także stoiska z rękodziełem, które przygotowały Bukowice I i II, Łazy, Miłosławice, Andrzej Kret z Krośnic oraz Pierstnica. Wyjątkowo apetycznie prezentowało się truskawkowe stoisko przygotowane przez miejscowe Koło Gospodyń Wiejskich. Wszyscy chętni mogli posmakować wielu kulinarnych truskawkowych smakołyków, m.in. ciast, deserów, knedli czy gofrów. Nie zbrakło kawy, herbaty i zimnych napojów. Dzieci mogły wyszaleć się na dmuchanym placu zabaw i zajadać się watą cukrową, dorośli zaś zmagali się w konkursie na najlepszą potrawę truskawką. Pierwsze miejsce powędrowało do mieszkańców Piersnicy, którzy przygotowali pyszny deser z musu truskawkowego, drugie miejsce otrzymało sołectwo Bukowice I za ciasto truskawkowe, a trzecie miejsce przypadło wsi Bukowice II za wyśmienity deser z galaretką truskawkową. Zwycięscy otrzymali nagrody ufundowane przez Urząd Gminy w Krośnicach. Imprezę uświetnił występ miejscowego zespołu wokalnego Pierścienie, który brawurowo wykonał wiele przebojów, m.in. „Skrzydlate ręce” zespołu Enej, „Ale to już było” Maryli Rodowicz czy „Tak blisko” Rafała Brzozowskiego. Na scenie zaprezentował swoje największe przeboje również zespół ludowy Pierstniczanie.

Trzeba przyznać, że Święto Truskawki to udana próba promocji produktu, który najlepiej wyróżnia Pierstnicę. Pogoda dopisała, atrakcji nie brakowało, a bohaterem dnia była oczywiście truskawka. Była to wspaniała okazja do degustacji wyjątkowych dań, która przyciągnęła tłumy mieszkańców celebrujących święto truskawki i bawiących się przy tej okazji doskonale do białego rana.

Drogi powiatowe w „amerykańskim” stylu

Email Drukuj PDF

Od pewnego czasu przy wyremontowanych na naszym terenie odcinkach dróg powiatowych możemy zobaczyć znaki z numeracją drogi i informacją, iż należy ona do powiatu milickiego. Wywołują one prawdziwą złość u mieszkańców tych miejscowości, gdzie drogi powiatowe są od lat w fatalnym stanie.

– Jechałem ostatnio do Bartnik i przy ładnym, wyremontowanym odcinku drogi zobaczyłem znak powiatowy wzorowany na amerykańskich oznaczeniach dróg, z informacją o numerze drogi i z wyszczególnieniem, że jej właścicielem jest powiat milicki. Powiem szczerze: trafił mnie szlag, bo mieszkam w Starej Hucie, gdzie stan dróg powiatowych to dosłownie i w przenośni jesień średniowiecza – powiedział nam kilka dni temu w rozmowie telefonicznej zdenerwowany czytelnik. Jak dodał, mimo wielu interwencji i próśb w starostwie rejon Starej Huty i Kuźnicy Czeszyckiej jest na dzisiaj praktycznie rejonem bez dróg, tak bardzo są one zdezelowane i dziurawe. – To jest naprawdę największy koszmar i zmora mieszkających tu ludzi – stwierdził nie bez złości mieszkaniec Starej Huty.
Zdenerwowanie czytelnika ma oczywiście pokrycie w faktach. Spójrzmy na dwie drogi: „drogę wstydu” w Grabownicy w kierunku Twardogóry i drogę w okolicach Starej Huty. Kilka dni temu odbyło się łatanie drogi w Grabownicy. Dwukilometrowy odcinek był łatany przez kilka dni. Pracownicy firmy stali tak naprawdę w miejscu, bo była tam dziura na dziurze. Druga z „dróg wstydu” to droga do Starej Huty, a także ze Starej Huty do Borzynowa. Obie drogi są w bardzo złym stanie, mają rozbite pobocza. Mieszkańcy skarżą się, że tak dziurawe pobocza uniemożliwiają zjechanie z „lepszego” kawałka drogi bez uszczerbku dla pojazdu. Dziury są tak duże, że wymagają gruntownego remontu. – Miałem ostatnio przygodę na tej trasie, gdy wyprzedzając samochód,
musiałem nagle hamować, bo po prostu nie było gdzie zjechać – mówi Krzysztof Gracz, dyrektor szkoły w Kuźnicy Czeszyckiej i zarazem opozycyjny radny powiatowy. Jak dodaje, jedyne, co zrobił powiat w kwestii poprawy sytuacji dróg w tej części powiatu, to 1,2-kilometrowy odcinek drogi z Grabownicy do Kuźnicy Czeszyckiej. – To była dobra robota, jednak nadal jest to tylko 1,2 km drogi – podkreśla Gracz.
W trakcie ostatnich lat powiat mógł pochwalić się kilkoma dużymi inwestycjami drogowymi, jak choćby „schetynówką” do Pracz czy wybudowaną wspólnie z gminą Krośnice drogą świebodowską. Jednak w ostatecznym rozrachunku stan dróg powiatowych na naszym terenie jest w większości fatalny. Wystarczy powiedzieć, że w sumie na zadania związane z utrzymaniem dróg w 2012 roku powiat wydał 2 mln 587 tys. zł, czyli tylko 46,3 proc. z pierwotnie planowanej kwoty 5 mln 588 tys. zł. Powiatowi nie udało się bowiem sprzedać mienia, za które planował pozyskać 3 mln zł, które to pieniądze zamierzał przeznaczyć na inwestycje drogowe. Tym samym faktycznych inwestycji na drogach powiatowych wykonano jedynie za kwotę 634 tys. zł.

 

Krzysztof Gracz, powiatowy radny z klubu Dolny Śląsk XXI:

Niestety, nadzieja na poprawę stanu dróg powiatowych jest niewielka. Powiat znakczeka w tej chwili na decyzję o przyznaniu dotacji na remont drogi z Czatkowic do Kuźnicy Czeszyckiej. Droga ta w części jest przejezdna, jednak jej stan, szczególnie odcinku w kierunku Milicza, jest okropny. Wniosek powiatu o dofinansowanie tej drogi nie otrzymał jednak odpowiedniej liczby punktów. Wcale nie jest tak, że główną przyczyną niskiej oceny był brak współfinansowania remontu przez gminę Krośnice. Projekt tej drogi otrzymał 2 lub 3 punkty w 5-punktowej skali. Nawet gdyby był on najlepiej oceniony, to też nie otrzymałby dofinansowania ze względu na brak środków. Powiat czeka, aż środki pojawią się w wolnej puli, jeśli nie wykorzystają ich inne samorządy.

Wrocławscy dyrektorzy z wizytą w Krośnicach

Email Drukuj PDF

Od 10 do 12 czerwca Krośnice oraz Milicz odwiedziło blisko 300 wrocławskich dyrektorów przedszkoli, podstawówek, a także gimnazjów oraz liceów. Oprócz szkoleń  i konferencji w programie ich pobytu znalazły się: wizyta w nowo wybudowanym Kreatywnym Obiekcie Multifunkcyjnym w Miliczu oraz przejażdżka parowozem PX 48 Krośnickiej Kolei Wąskotorowej. Jednym z gości była wiceprezydent Wrocławia Anna Szarycz.


Trzy grupy dyrektorów ze stolicy Dolnego Śląska, liczące po około 100 osób każda, w trakcie wizyty w Krośnicach i Miliczu nie mogły narzekać na brak zajęć. Wśród zaproszonych gości znaleźli się m.in.: wiceprezydent Wrocławia Anna Szarycz, zastępca dyrektora Departamentu Spraw Społecznych Jarosław Delewski, dyrektor Wydziału Edukacji we Wrocławiu Maria Iwona Bugajska, a także jej zastępcy: Ewa Przegoń oraz Jacek Grabowski. Każdy dzień rozpoczynał się od konferencji poświęconej m.in. ścieżkom przyrodniczym w okolicach Wrocławia, segregacji odpadów, a także globalnemu ociepleniu. Zgromadzeni w sali audiowizualnej krośnickiego CETS-u uczestnicy spotkania mogli również uzyskać najważniejsze informacje miejscowym ośrodku kultury oraz zapoznać z jego ofertą, a także zwiedzić halę sportową oraz szkolne schronisko młodzieżowe. Kolejnym punktem programu była wizyta w Kreatywnym Obiekcie Multifunkcyjnym w Miliczu, gdzie podczas krótkiej, aczkolwiek widowiskowej prezentacji pracownikom oświaty przedstawiano bogatą ofertę edukacyjną. Na zakończenie każdego dnia wszyscy wracali do Krośnic, aby odbyć niezapomnianą i wyjątkową podróż parowozem Krośnickiej Kolei Wąskotorowej, gdzie czekał na nich również ciepły poczęstunek. Sekretarz gminy Krośnice Dariusz Stasiak podziękował zebranym za obecność i wyraził nadzieję na przyszłe odwiedziny. – Zapraszamy wszystkich serdecznie do Krośnic, naszej „małej ojczyzny”. Obecna w Krośnicach wiceprezydent Wrocławia Anna Szarycz była bardzo zadowolona z wizyty. – Cieszę się, że mogliśmy gościć w Krośnicach. Jestem pełna uznania dla samorządu – stwierdziła wiceprezydent.

 

Fot.: Podczas wizyty wrocławskich dyrektorów obecna była również wiceprezydent Wrocławia Anna Szarycz (na zdjęciu z sekretarzem gminy Krośnice Dariuszem Stasiakiem).prez-wro

Strona 8 z 23